wakacje się skończyły

No i pojechali na wakacje:) Wrócili cali, zdrowi i szczęśliwi:)
Syn i R. łowili ryby razem z Adatem i wujkiem Piotrkiem. Jedliśmy śliwki prosto z drzewa, gruszki i jabłka też. Chłopaki pływali w jeziorze, cały Boży Dzień biegali po dworze, na świeżym powietrzu, bawili się kolejką, która cały czas rozstawiona była na podłodze.
Jedliśmy prawdziwe mazurskie przysmaki: przepyszny biały ser z miodem prosto z pasieki, na chlebie (prosto z B.):), smażone ryby z jeziora (mniam, mniam, mniam), znalazła się nawet mazurska pizza;). A chłopaki nawet zajadali się owsianką z owocami prosto z sadu:) Fajnie byłoby mieć taki sad i codziennie rano zrywać owoce na śniadanko:) Było nawet ognisko (Paweł tylko bardzo się wystraszył, że wrzucimy jego leżak do ogniska:) i ciągle powtarzał:
P.: To (pokazując na leżak) ne szszszszsz…?!?!
A co do pieczonych kiełbasek, to nie wytrzymał i zjadł ją jeszcze przed rozpaleniem ognia…

A.: Tato, pokaż, czy upieczyłeś mi już kiełbaskę?

A.: Paweł, a zaśpiewaj piosenkę o apetitach. (to ostatnio ulubione słowo Pawełka, ale nie wiemy, co znaczy)
P.: Ne Adat apetiti.

:)

I można sobie było usiąść przy drodze i gdyby nie cysterna, która jechała po mleko do pobliskiego gospodarstwa, nikt nie zakłóciłby naszej ciszy i spokoju.
I można było sobie usiąść na pomostku nad stawem, albo położyć się na nim na plecach i chmury nad Tobą, a klekot bocianów w oddali.
Mmmmmmmm