notka z praniem w tle:)

Siedzę sobie w przedpokoju na podłodze, obok mnie butelka Żywca Zdroja;) (jak mawia A.) i leci ze mnie … pot. Syn śpi, a drugi … chyba też.
Nie dość, że ciężko wychodzić na spacery, bo gorąco, to jeszcze zaraz zachce się siku, a mając w łapce jedyne 2 zł, pani nie wpuści do łazienki, bo musi być 2,5. Nawet jak się jest w ciąży;)
No być może Panią usprawiedliwia fakt, że czego jak czego, ale ciążowego brzucha u mnie nie widać;) Chodzę sobie po prostu z arbuzem pod bluzką:) Ot co.
Jutro przeprowadzka. Chyba. Chyba, że znów się COŚ okaże;) Na przykład ostatnio okazało się, że lodówka, którą się kupiło, może nawet pojechać 400 km dalej (albo i więcej), jak wróci, to się na przykład może okazać, że jest za wysoka. Może? Pewnie! Wszystko może;)
A tutaj na Sztabowej jeszcze nie wszystko popakowane. Walają się samochody, ubrania, ręczniki, w pralce pierze się trzecie pranie, gdy dwa poprzednie nie są nawet powieszone. Można? A jak!

A w te wakacje mieliśmy dużo fajnych gości.
R.: Oj, i Dorotka na blogu nie będzie mogła skomentować, że było tak pysznie, bo się jakoś nie wykazaliśmy kulinarnie tym razem…
A.: A wiesz Tamarko, ja tak się bardzo cieszę, że jestem we Wrocławiu, tak bardzo Cię lubię i Rafała i Pawełka i tak bardzo lubię być tu u Was we Wrocławiu.
:-)
I była też Babcia z Tosią w lipcu i wujek Łukasz.
Chyba nas lubią, że tak tu chcieli do nas przyjechać:) My też lubimy:)