jak w kalejdoskopie…


Pamiętam jak siedzieliśmy w moim pokoju i obmyślaliśmy plan, jak zrobić, żeby
nasza wychowawczyni nam ‚wybaczyła’. To On był autorem pomysłu 40
czerwonych róż pod drzwiami mieszkania i transparentu z hasłem „przepraszamy za wszystko co się stało i co się stanie…”
Pamiętam jak wchodził do naszego mieszkania na Grunwaldzkiej w kapturze i
Kuba, mój pies go obszczekiwał…
Pamiętam jak dzwonił  kilka razy dziennie po lekcje (często specjalnie w godzinach trwania ulubionego serialu żeby mnie zdenerwować).
I dowcipy o „odpowiednim ważeniu jabłek” też pamiętam.
I jak mnie zlał na kwaśne jabłko na mojej 18-stce, że przez tydzień nie mogłam
usiąść na tyłku….
Jak gadaliśmy na maturze…
To zawsze był Adaś, nigdy Adam. Dusza towarzystwa.
Pamiętam jak na ustnej maturze z polskiego odpowiedział na wszystkie pytania, komisja kazała Mu już wyjść, prawie zamknął za sobą drzwi, po czym szybko wrócił jeszcze i powiedział:
A.: Ojej, a ja tak chciałem wylosować pytanie o mojej ulubionej piosence…
Wtedy bym zaśpiewał: „Parostatkiem w piękny rejs…” i zaczął tańczyć…
Przypomina mi się jak recytował wiersze z rosyjskiego (wcześniej łapał Martę,
zamykał w szkolnej łazience, żeby mu ten wiersz nagrała na dyktafon). Na
rosyjskim stawał i i recytował go z discmana ze słuchawką w uchu. Cała klasa
leżała ze śmiechu na ławce, a Jadzia pytała: „CO SIĘ ŚMIEJECIE? ŻE KOLEGA
SIĘ W KOŃCU NAUCZYŁ???”
Jak odpisywał matmę, jak rozśmieszał nauczycieli, nawet pamiętam co mu kupiłam
na urodziny, jak zaprosił mnie na nie w 4 klasie.
Pamiętam, że jeszcze w podstawówce domagał się na angielskim, żebyśmy
w końcu zaczęli uczyć się matematyki po angielsku.
W liceum robiliśmy razem film o szkole…
Jest Go pełno we wszystkich moich wspomnieniach szkolnych. I tych z liceum i
tych z podstawówki jeszcze…
Ile to razy słyszeliśmy w domu od rodziców, wylegując się w łóżkach w sobotni poranek:
M.: Wy leżycie, a Adaś już pracuje!!!
Teraz, jak wchodziłam do sklepu, mówił przy swoich klientach….
A.: Oj Tamara, tyle ode mnie tych prac domowych spisywałaś i na klasówkach ściągałaś…,
a ja się z niego śmiałam, że jak tak dalej pójdzie, to albo zostanie starym kawalerem,albo się z Tosią ożeni….

 
A w środę stanęłam przed kaplicą, rozpłakałam się…
Podszedł do mnie Waldek, przytulił i powiedział…
W.: Widzisz, robiliśmy z nim rzeczy niemożliwe. Zarażał nas swoją energią. Robiliśmy z nim niemożliwe i tak było do końca…Stało się niemożliwe, bo Jego już nie ma…

A ja nadal nie mogę w to uwierzyć…