w Adasowie

Dzwoni A.
A.: Tamarko! Mamy dla Ciebie prezent, ale nie mogę Ci powiedzieć co to jest, bo to jest niespodzianka!
ja: Wow, super…
(w tle słyszę D. To jest prezent dla Tamarki, czy dla Pawełka?)
A.: Aaa, znaczy to jest prezent dla Pawełka…
ja: Ej, mówiłeś, że dla mnie…
A.: No dla Pawełka…, ale nie martw się!!! Dla Ciebie też się coś znajdzie!

Rozmowa D. z A.

A.: Wiesz mamo, jak będę miał swoje dzieci, to nie będę mógł im tak tylko kupować klocków lego i znowu klocków lego…
D.: A dlaczego?
A.: Bo będę też musiał mieć pieniądze na bułki, chleb, mleko, pamięć przenośną…

A kuku:)


A tu już prawie wiosna:)
Ale oczywiście z P. na spacer wyjść nie można bez szalika, bo skoro przez ostatnie dwa miesiące chodziliśmy z szalikiem, to teraz też tak być musi! Boję się pomyśleć co będzie latem;)
W Gif są już nawet pierwsze stokrotki:)

A właściwie to były, bo wpadł taki jeden i …

Ale co tam, trzeba mu wybaczyć:)
A kuku:)

4 II – 8 II 2013

Zawitała do nas wycieczka z Polski:)
Babcia Halinka, Ciocia Dorotka, Wujek Piotrek i Adaś:)
W sobotę wielkie sprzątanie:) Trzeba było wymieść spod łóżka stado
zadomowionych już kotów:)
Lubimy z R. mieć gości. Bardzo. Też dlatego, że ogarniemy zawsze nasz
bajzelik:)
W poniedziałkowy poranek wielkie smażenie naleśników:) (na jednym palniku,
bo jeden tylko posiadamy):)
Trzeba ugościć wszystkich, żeby poczuli się u nas ‚swojsko i radośnie’
i żeby głodni nie byli:)
Od rana powtarzanie:
ja: Pawełku, a dziś przyjedzie do nas Babcia:) i Adaś i Ciocia i Wujek:)”
A będziesz bawił się z Adasiem zabawkami?
P.: Taaa
ja: I będziesz się z nim dzielił?
P.: Taaa
:)
W końcu przyjechali!!!! Poprosiłam Pawełka, żeby sprawdził, czy Babcia
już jest. Podszedł do okna, zobaczył Tatę, Adasia, Wujka…i…jeeeest!!!
Jest i Babcia!!!! Euforia!!! Radość!!!:):):)
Radość tak wielka, że chyba nawet Babcia się takiej nie spodziewała
i chyba musiało jej się ciepło na serduszku zrobić. Tak właśnie myślę:)
Tak nam miło było przez te 5 dni:) Było z kim jeść obiadki, albo
obiado-kolacje i śniadanka:) Odwiedziliśmy z Wycieczką Luwr,

wino lało
się strumieniami, a kawa hektolitrami:)
Tańce, hulanka, swawole;)
Kiedy Wycieczka wychodziła sama zachwycać się urokami Paryża, Paweł stawał
w oknie i płakał…pokazywał na kurtkę, że on też chce (choć jemu akurat
kurtki tak łatwo założyć się nie da). Teraz też staje jeszcze w oknie
i mówi sobie pod nosem – Nieeea (co oznacza zwyczajnie „Nie ma, pojechali,
a powinni być tu za szybą:(”
Paweł szalał! Kładł się spać koło 20-21 (normalnie koło 19) i żadnych
oznak zmęczenia widać po nim nie było! Cieszył się, zabawiał gości i
się śmiał:) A rano jak wstawał to rodzice byli już mało ważni. Najważniejszy
był w łóżku Adaś. Jego guru:)

Adaś, twórca tekstów wszelakich i własnego języka (stacja benzynowa to tankownia,
żeby nie zapomnieć;)) spał u nas:)

A.: Tanalko, a ocieplisz mi nogi? albo

Śpiewam wieczorem chłopakom kołysanki (bo usypiali razem)
ja: Kocham Cię Adasiu, wiesz?
A.: No, ale możesz już śpiewać?

a jak już myślałam, że usnęli i ściszałam głos przy kołysance, to
A.: Tamarko, a czemu tak teraz cicho śpiewasz?

A jak zobaczył Luwr, to stwierdził, że to jak Wrocław:)

Byliśmy na Sushi (ja drugi raz w życiu) i Adaś, jako starszy brat tłumaczył P.
A.: Paweł, to nie jest polskie jedzenie, to nie jest polskie tylko japońskie, wiesz?

Wjechał dzielnie na Wieżę Eiffla i wszyscy byli z niego dumni:)
Czasami jak zgłodniał na wycieczce to mówił;
A.: Mamo, wracajmy już do domu, bo Tamarka to robi takie pyszne naleśniki.
Ale nie denerwuj się, bo ty też robisz bardo dobre!
Czasem złapał fazę na swoją bakteriową fobię i pytał:
A.: Tamarko, a czy ty znasz się na bakteriach?
ja: No jasne!
A.: Ale na pewno?
ja: Pewnie!
A.: A nic mi się nie stanie (pokazując umorusane łapki;))

A w piątek rano (o 5!), jak się z nim żegnałam powiedział do mnie:
A.: No niestety, przykro mi, ale musimy już wracać do polskiej.

Paweł z łóżka zrobił jeszcze ‚papa’ (prawie przez sen) i pojechali.
I tak nam się smutno i pusto zrobiło, że P. z tej tęsknoty w sobotę
dostał gorączki…Życie…