pawełkowo

Uwielbiam, gdy do mnie podchodzi, kładzie łapkę na szyi,
nadstawia czółko, żebym go pocałowała, potem przytula swój
policzek do mojego, siada mi na kolanach, szczerzy swoje ząbki do mnie,
potem znowu nadstawia czółko, potem nosek, oczko jedno, drugie.
Znów się przytula i mówi ‚mama’.
ja: Paweł
P.: Mama
ja: Paweł,
P.: Mama
I możemy tak w kółko:)
Potem kładzie się na łóżku, przykłada policzek to leżącej na nim bluzki
(np. z Tomkiem, albo jeszcze lepiej z MCqueenem – i w tylko w taki sposób
[kładąc jego bluzkę na łóżku i mówiąc, żeby się do niej przytulił] mogę
nakłonić go do rozebrania się do popołudniowej drzemki. Uwielbia rysunki na swoich bluzkach).
Leży, przytula się i potem zaczyna nucić: „tata”, co znaczy pośpiewaj mi, żebym zasnął.
No i zaczynamy z tym koksem, bo wcale nie jest to takie łatwe…
Zaczynam od kołysanek, jednej, drugiej, ciągle słyszę „tata”, co oznacza,
że wybór nie był trafiony i mam szukać dalej;) Ciężko przewidzieć przy czym
zaśnie, co nam akurat do głowy przyjdzie…czasem przy Bejdaku, czasem przy
‚Zabiorę Cię właśnie tam’, czasami przy ‚cichy zapada zmrok’, a czasem
nawet przy godzinkach;)
Jak już trafimy na odpowiednią ‚usypiankę dnia’, to czasem jeszcze łapie mnie
za rękę i każe albo się głaskać po szyi, albo po rączce, czasem pokazuje gdzie
mam go całować i jak przestaję, to się denerwuje i pokazuje, że mam kontynuować…
W końcu zasypia przytulony do bluzki.
Po jakiejś 1,5 godzinie obudzi się i będzie mnie wołał:”Ta… Mama”:)

(…)

Siedzę (znudzona życiem).
ja: Wiesz Rafał, ja to bym tak chciała zrobić coś dla ludzkości. Jakąś książkę napisać, piosenkę, coś ważnego dla świata!
R. znacząco patrzy na Pawełka.
R.: Już zrobiłaś…
:)

dzieciowo cd

D. robi herbatkę. Ja dostałam w kubku z herbem Chorzel.
A.: Ooooo, masz kubek z herfem! Ja chciałem z herfem…
ja: Możemy się wymienić, chcesz?
A.: Nie, bo nie chcę obślinionego…
:)

D.: Adasiu, powiedz, jakie jest Twoje największe marzenie?
A.: Chciałbym się przelecieć (uwaga!) heliKOPTRem!
:)

Przyjechaliśmy do Chorzelek, tam czekał na R. prezent świąteczny. Daje mu więc całe pudełko. R. bierze, ogląda paczkę ze wszystkich stron i mówi:
R.: Paczka od Mikołaja dla mnie, a tu twoje imię i nazwisko i twój adres…To jest jakiś szwindel!
(Podchodzi Jeremi…)
J.: Pokaż, masz tu jakiś szwindel?
:)

W Gołaszynie. Gabrysia (lat prawie 9) pyta mamy.
G.: Mamo, co to znaczy nieokrzesany?
(na co Szymon (lat prawie 5) odpowiada natychmiast)
S.: Prostak!

dzieciowo:)

Jeremi ma kolegę Wiktora Biernackiego. Nie lubią się bardzo. Znaczy Jeremi nie lubi Wiktora.
Przynosi do domu zdjęcie grupowe z przedszkola i pokazuje rodzicom.
Opowiada: To jest Mateusz, to ktoś tam, to ktoś tam…Wiktora omija. Rodzice pytają, pokazując na niego: A ten, to kto?
J.: Tego nie znam:)

O tym jak Celiny na święta do Chorzel dotarły;)

Weszliśmy na lotnisko (podejście drugie) i mówię do R.:
ja: Nienawidzę tego lotniska… i źle mi się kojarzy…
R.: Nie ma się co dziwić…

No, ale bez uprzedzeń… Odprawa walizki, wszystko sprawnie, miło…:)
Chcemy wejść do kontroli bezpieczeństwa, a pani, która ma nas przepuścić, nie ma nas w swojej bazie;) Miło tylko pyta, czy my ‚parle pa franse’, bo sama tylko pa franse parle;) Mądre to?
R. z panią latają po lotnisku, w końcu pani, która nam walizkę odprawiała, mówi pani od parlania, że ona nas miała w bazie, więc, niech nas przepuści:) Ta jej chyba na słowo wierzy i … idziemy dalej:)
Ja już ledwo ciepła…nerwy trzymam na wodzy… Ledwo, bo P. chory.
Z jakieś 1,5 godziny mamy odlot;) Bliżej już, a nie dalej:)
Ja wierzę w to dopiero, gdy już siedzimy na pokładzie samolotu:) Bez żadnych opóźnień…:) I już komplet pasażerów, już zaraz będziemy ruszać, a … drzwi z przodu nie chcą się zamknąć…:) Takie rzeczy to tylko nam… Pan wali drzwiami, próbuje je zatrzasnąć, a one nic… Ludzie się śmieją, że taka zabawna sytuacja… my z R. biali z nerwów komentujemy, że ci ludzie jeszcze potrafią się z takich rzeczy śmiać… Trwa to ok. 10 minut…
R.: Ja pierdzielę, to będzie dopiero…, drugi lot z rzędu odwołany…?
Nawet samochód z kogutem pod samolot podjechał…my przerażeni…, ale w końcu ktoś z zewnątrz zatrzasnął nas z tamtej strony i w końcu słyszymy ryk silnika…:) Wtedy najmilszy głos na świecie:)

Szczęśliwego Nowego Roku!