lekarz mądrala …

… chciał się wykazać i zamknął mnie w szpitalu:)
Ale my mu się nie daliśmy i nastepnego dnia, po podaniu dawki oksytocyny, po której i tak nie czułam żadnych skurczów, wypisał nas do domku:)
Widać Pawełkowi nie spieszy się za bardzo:) Więc po co go poganiać?
Będzie miał chłopak ochotę, to się zdecytuje i wyjdzie na świat:) Ot, co:)

:)

Na środowej wizycie u lekarza dowiedziałam się, że ‚nie dotrwam’ do niedzieli.
Mamy poniedziałek…i dalej nic:) (nie licząc urojonego sobotniego porodu).

o dzieciach będzie (jeszcze nie moich)

Adaś rozmawia z Babcią przez telefon.
A.: A co u Tamarki? Pawełek już jest?
B.: No jeszcze w brzuszku siedzi i nie chce wyjść.
A.: A nie możesz go stamtąd jakoś wyciągnąć???

Adaś ostatnio ma manię posiadanie własnego telefonu.
A.: Tanalko, a czy ten twój telefon może być tak nasz wspólny?? Ale tak na prawdę, a nie tak  (uwaga!) „na nIEbie”:)

Rozmawiam z Tosią:
ja: Tosiu, a jak się Pawełek urodzi to będziesz mi pomagała?
T.: Tak, bo wiesz, jak on się urodzi, to będzie miał tak czarny pępuszek i trzeba będzie o niego dbać.
ja: A umiesz przewijać takie małe dzieci?
T. Pewnie! (po chwili) Tylko mama mi nie pozwala…;)

Jesteśmy z R. w Łoniankach.
Kładziemy się wszyscy spać, a Dorotka każe Adasiowi powiedzieć mi i R. dobranoc.
Adaś przychodzi, daje mi buziaka, po czym podchodzi do R. i mówi:
A.: Dzięki Rafał, że tak chciałeś tutaj do nas przyjechać.:)

:):):)