gdybym nie…

… przewróciła się na rowerku, przez ‚robiącego kupię psa’ na ścieżce rowerowej, a właściwie przez ‚durnych właścicieli’, którzy myślieli, że jak podniosą smycz, to przejajadę pod nią i nic nie się nie stanie…
Gdyby nie to, to mój licznik rowerowy nie ‚zresetowałby’ się i miałabym teraz przejechane 600 km na liczniku:)

Życie….:)

przypomniało mi się… – znieczulica:)

Rano A. wychodzi do pracy. Słyszę jak zamyka drzwi na klucz, zgrzyt, zgrzyt…i nagle taki przeraźliwy huk – jakby ktoś z pistoletu strzelił. Ja… leżę w łóżku dalej i czekam, aż znów zasnę.

Wieczorem o całym zdarzeniu rozmawiamy w kuchni z A.

A.: Słyszałaś rano taki przeraźliwy huk? Myślałem, że kogoś zabili…
ja: A ja myślałam, że to ciebie zastrzelili, ale nie chciało mi się wstać sprawdzić… :)