jesień przyszła…

…liście z drzew, deszcz z nieba, szaro, buro i nijako… Do pracy jeżdżę rowerem, a jak dojeżdżam to jestem mokra. W ogóle to nie mądre! Ale w parku, nawet podczas deszczu, jest pięknie. Mimo, że szaro i buro, to czasem dech może zaprzeć. Lubię to:)
Tylko rutinoskorbin trzeba połknąć, żeby tyle nie kichać i będzie dobrze.
Mimo wszystko, odczuwam brak wiosy, brak koloru i brak słońca. Brak słońca – bo nie świeci, brak wiosy – bo jesień i brak koloru – bo wszyscy ostatnio chcą być tak jesienno – zimowo szarzy… A jak tak bym mogła na zielono na okrągło!
Póki co – trza przeczekać jesienną deprechę, popijając zieloną herbatkę, kawę z mlekiem i czekać na nasze ćwierćwiecze, Tosiowe 5 lat i Jeremiuszkowy rok. Lubię październik:)

Mała dziewczynka

Przyjechała do nas mała dziewczynka.  Byliśmy w Aqua Parku, szukaliśmy wrocławskich
krasnoludków i oczywiście przy każdym robiliśmy sobie zdjęcie.  Byliśmy na obiedzie w restauracji, jechaliśmy
wrocławskim tramwajem i bawiliśmy się na placu zabaw.  Jej „super nos wyczuwał gofry”, więc
jedliśmy  i gofry, a potem i lody
czekoladowe:)  Gdy mieliśmy opuszczać już
wrocławski rynek stanęła na środku i mówi:

- Yyy, no bo ja chce…yyy…nooo…

- Co Tosiu, chcesz? Siku?

-No też, ale jeszcze takie coś, takie jak tost, ale to nie
jest tost, tylko takie inne…

Zorientowałam się, gdzie poczuła ten zapach i podeszliśmy do
różnych restauracji.  Gdy zapach dotarł
do nas… poczuła i mówi: „To jest to!!! Ten zapach”.  Takim oto sposobem zorientowaliśmy się, że
chodzi  o gofry:)

Umęczenie po całym dniu wrażeń wróciliśmy do domku,
porysowaliśmy (rysunki zawisły na lodówce) i poszliśmy spać :) Obudziła się w
nocy i chwilę popłakała, ale gdy ją przytuliłam i gdy zorientowała się, że jest
obok niej i Tamarka i Rafał poszła spać dalej. Rano,  Rafał musiał nas ściągać siłą z łóżek i budził
nas waląc łyżką w garnek:)  Zjedliśmy
śniadanie i pojechaliśmy w góry, oddać małą dziewczynkę rodzicom.:)

Tosia była naszym pierwszym gościem:)