chwil parę

Przyszła wiosna i rozpoczął się sezon rowerowy.
Na rowerku do pracy jadę jakieś 25 minut. Całkiem nieźle:)
Oszczędzam czas i pieniądze, a co najważniejsze…nie muszę wsiadać do tych śmierdzących autobusów.
O tak!
Odkąd zaczęło być gorąco zaczęliśmy dostrzegać pozytywne strony naszej urokliwej piwnicy:) Jest chłodno!
Arek wpadł na genialny pomysł – zatrudnienia służącego. :) Piekł by nam ciasta, sprzątał, zmywał naczynia…
Pomyślał, pomyślał, potem skwitował: „Hmmm, trzeba o tym pomyśleć na poważnie”:)
A ja…uczę się…żonglować, a wieczorami śnią mi się zamówienia na farby , które są domówieniami z 2008 roku…
Taaaa „Życie idioty… to nie jest bułka z masłem”:)
A za dni 104
- zdam egzamin
- napiszę pracę
- i … zostanę najprawdziwszą ŻONĄ:)

 

Arkowo:)

Wchodzę rano do kuchni. (Pokój Arka sąsiaduje z kuchnią…mało tego, nie ma w nim drzwi).
Wchodzę więc do kuchni, wstawiam wodę na herbatę.
Słyszę:
Arek: Które to dziecko?
ja: To ja, nie chce mi się dzisiaj iść do pracy…
Arek: Mi też! Zaraz napiszę do dyrektorki sms: GAME OVER:)

o Tosi

Tosia przez całe 4 tygodnie nie była w przedszkolu…
Najpierw były ferie, a potem była ospa:)
Pierwszego dnia po chorobie pani z przedszkolakami przypomina wszystko, czego ostatnio się nauczyli.
O Polsce, że stolica i że flaga jest taka i taka.
Po całej masie pytań pani przedszkolanka zauważyła, że Tosia jest smutna. Pyta więc:
pani: Tosiu, a dlaczego Ty taka smutna jesteś?
Tosia: Bo nie potrafiłam odpowiedzieć na żadne pytanie…

Taka o, ambitna ta moja siostrzenica:)

Kiedy Pani pyta:
pani: Tosiu, słyszałam, że swojego braciszka zaraziłaś ospą…
Tosia: Takie życie:)

A poza tym… na 8 marca  Tosia domaga się już kwiatka:) Mała kobietka wyrosła:)

P.S. A mój blog…poszedłby już do pierwszej klasy:) 7 lat to już nie przelewki…Życie:)