książkowo i matematycznie zarazem

„Oto jak można dojść, które liczby są pierwsze. Najpierw zapisuje sie tyle dodatnich liczb całkowitych, ile się da. Potem usuwa się wszystkie liczby podzielne przez 2. Potem usuwa się wszystkie liczby podzielne przez 3. A następnie wszystkie będące wielokrotnościami 4, 5, 6, 7 i tak dalej. Liczby, które pozostają to właśnie liczby pierwsze. Zasada wyodrębniania liczb pierwszych jest bardzo prosta. Ale jak dotąd nikt nie odkrył prostej reguły, pozwalającej zorientować się, czy jakaś bardzo wielka liczba jest liczbą pierwszą lub ile wynosi następna taka liczba. (…) Myślę, że te liczby są jak życie – bardzo logiczne, tylko że nigdy nie da się odkryć rządzących nimi reguł, choćby myślało się cały czas.”

Mark Haddon
„Dziwny przypadek psa nocną porą”
P.S. Książkę bardzo polecam. Rewelacyjna!

co do roweru…

…to przypomniało mi się:
Rafał: Ale Ty nie będziesz jeździła w kolczykach na rowerze, co?
ja (mocno zdziwiona): Ale dlaczego?!?
Rafał: No bo Ci chyba będą przeszkadzały…

Iwonka, a jak Ty jeździsz na tych rolkach, to kolczyki zdejmujesz;)?

„życie idioty to nie jest bułka z masłem”

Myślę sobie: „życie to jednak jest ciężkie, a windy w Kredce
do miłych nie należą”. Jak już mi się uda do takiej windy załadować rower (co
wcale nie jest łatwe) to się okazuje, że jak ona zatrzyma się na parterze…to ja
nie umiem z niej wysiąść, a jak już orientuję się jak się wychodzi (co wcale
nie jest oczywiste), to ona jedzie na -1 piętro. Ja się nie poddaję, więc
wciskam 0 piętro…Ona nic…stoi w miejscu, ja już zdenerwowana taka, bo siły w
ogóle nie mam, myślę sobie i jednocześnie się uspokajam: „Tak, tak Panie Boże,
jak Ty rozdawałeś wzrost, to ja musiałam po inteligencję stać”  i z tą moją wielką inteligencję, zamiast
jakieś pierwsze, albo drugie, to ja wciskam trzecie piętro! A potem radośnie
znoszę rower po schodach:) Optymistycznie:)

Ale najlepszy numer to zrobiłam wczoraj:) Wjechałam na to
moje 18 piętro, otwieram drzwi do tych drzwi do modułu, a mój moduł jest
otwarty…i stoi w nim jakaś dziewczyna…i ja jej nie poznaję…tzn. poznaję ją, to
koleżanka Ani z pokoju obok i też mieszka na 18 piętrze…hmm…myślę…ale skoro ona
mieszka na 18 piętrze i stoi z miotłą w drzwiach, to ja pewnie pomyliłam
moduły…Więc mówię: „O kurcze, pomyliłam moduły, przepraszam.”

Robię manewr odwrotu z rowerem (co wcale nie jest łatwe, ale
jakoś się udaje…) i nagle ktoś idzie za mną i mówi: „Tamara, ale gdzie Ty
idziesz”:) Patrzę, a to Ania…

Taka jestem ślepa, że jej nie zauważyłam też stojącej w tych
drzwiach…

A ona potem cały dzień miała ze mnie taką polewkę…że hej:)

 

Poza tym to wszystko jako-tako-po-japońsu:) Wciągnęłam się w
oglądanie Brzyduli i piszę pracę…:)

cdn. (z ukłonem i podziękowaniami w stronę szwagra;))

Dopisane w poniedziałek, 27 kwietnia 2009 roku

No a wczoraj to ta „Fstrętna winda” rano nie chciała przyjechać, właśnie wtedy gdy ja potrzebowałam zwieść rower… No i nie mogłam pójść do Kościoła na 7:30 ;) A dziś…to i wjechała na 18 piętro…ale drzwi już się nie otworzyły…Zaczynam się bać:)

 

Wynurzenia pewnego magistranta…

Odra najpiękniej wygląda rano o 6:30 z kładki
Zwierzynieckiej, kiedy jedzie się do Hani na Jagodno. Prawie jak jezioro
mazurskie. Właśnie mgła zaczyna się podnosić, pachnie rankiem, słychać śpiew
ptaków i jest tak nastrojowo. Aż dech zapiera, trzeba więc zatrzymać rower i
chłonąć…

Nawet takie duże miasto jak Wrocław, potrafi skrywać w sobie
uroki wsi. Lubię to bardzo! Nie wiem jak jest w innych miastach, ale we
Wrocławiu urzeka mnie to, że wystarczy 10 minut rowerem i gwar wielkiego miasta
znika. Naprawdę lubię to miasto! Prawie jak moje Chorzele:)

 

Poza tym?

Nie ma to, jak zupełnie przypadkiem dowiedzieć się, że nie
do 26 czerwca, ale do 12 czerwca należy dostarczyć pracę recenzentowi…Dwa
tygodnie wcześniej… A dwa tygodnie wcześniej, to w tym przypadku jest jak 15
minut dłużej pospać, kiedy trzeba wstać o 5:45…

Zawsze to i ładniej brzmi, że się wstaje o 6 i w ogóle,
zawsze to jest 15 minut dłużej spania…Dla takiego śpiocha jak ja to bardzo dużo…

No, ale nic straconego, tak? Muszę się tylko porządnie za to
zabrać…

 

„Wiem, że Bóg nie ześle mi niczego, czemu nie mogłabym
podołać. Chciałabym tylko, by nie ufał mi tak bardzo” (Matka Teresa z Kalkuty)