Kumka Olik


Gramy w banały, w filmy dla gówniarzy
komercyjna stacja, bez podtekstu, bez skojarzeń
gramy w przyjaźni, gramy szybciej na czas
gramy dobrowolnie, gramy w zwątpienie na raz
zwykle tak plastikowo się uśmiechasz
pełna przerwa reklam, w zasadzie nie wiem na co czekam
nie chcę słuchać już o szarych blokowiskach
czwarte piętro bliżej nieba, nie wiem czy to jeszcze fikcja

Zaspane poniedziałki,w nieprzespanych autobusach.

Główna postać – ty, reszta to statyści
wszyscy na starcie odpadają nie jest ważny żaden wyścig
myśli, ciasne głowy, głowią się
przybliżam, tracę dystans, za ciasno – dusisz się
funkcjonuje kwestie, nowe słowa
unoszę się nad ziemie by spadać wciąż od nowa
staje się formą obdartą w treści
sam dla siebie tłem, ciąg dalszy w głowach się nie zmieścił…

Zaspane poniedziałki,w nieprzespanych autobusach.

póki co jeszcze matematycznie;)

Na bazach danych:
Prowadzący: Po co mi wiadomość, że Stefan ma hasło takie, a Zenek mieszka gdzie indziej.
Na seminarium:):
K prowadzi przedstawia swój referat, którego oczywiście ni w zab…;) (Z resztą jak każdy z nas;)).
Prowadzacy: AAA, ja to już rozumiem. Te bety z daszkiem to są  estymatory najmniejszych kwadratów, a nie jak pan tam napisał otrzymane z metody (jakiejś tam).
K: AAA, to i ja już teraz wszystko rozumiem.
(wszyscy w śmiech)
Prowadzący: I oto właśnie chodzi na tym seminarium:)

;)

Słyszę dzwonek do drzwi… Wstaję od komputerka i idę…Dochodzę
do drzwi, a zza drzwi łazienkowych wyłania się współlokatorka z pokoju obok:

- To ona! Nie otwieraj jej, niech sobie jeszcze poczeka:)

 

P.S. Więcej razy słowa „drzwi” nie dało się użyć;)

bez tytułu

Chwilową (miejmy nadzieję) niemoc mam w pisaniu.

Chyba wg słownika to cierpię na depresję, bo ze skrajności wpadam
w skrajność. Raz euforia, a raz totalne klęski. Taki oto syndrom końca studiów.
Gdyby tak mięć mnóstwo pieniędzy, bo na przykład okazałoby się, że dostałam
spadek po nieznanej cioci z Ameryki… ech…

Poleciałaby sobie człowiek do Barcelony:) Poleciałby:)

A na pocieszenie wystarczyć mi musi…mydło kakaowe:) Niech mi
pachnie, a co tam:)

(…)

          Podaruj  mi 
proszę  Panie

          umiejętność  wybaczania

          wraz  z 
dogłębnym  przeświadczeniem

          że  tylko 
ludzie  nieświadomi  zniewoleni 
i  chorzy

          zdolni   
czynić  zło

 

          wspaniały  dar 
zmieniania  się

          bowiem  kiedy 
nie  dane  mi 
jest

          zmienianie  się 

          czuję  się 
jak  martwa

 

          możność  pokochania 
siebie

          jak  bliźniego 
swego

          abym  nie 
myślała  o  sobie 

          niechętnie  i 
pogardliwie

 

          poczucie 
humoru

          tkwiące  korzeniami 
w  pokorze

          żebym  mogła 
łagodnie

          pośmiać  się 
z  siebie

 

          A  nade 
wszystko  podaruj  mi 
proszę

          głęboką  wiarę 
w  to

          że  Ty 
istniejesz  Panie

 

Małgorzata Hillar

cynamonowo

„Trochę soli, cynamonu
trochę cukru też.
I wanilii szczypta
kardamon i pieprz.”

 

Piosenka Mikromusic spowodowała, że sama zrobiłam sobie kawę
z cynamonem, włosy umyłam waniliowym szamponem:) Nie ma mojej współlokatorki,
więc jest błoga cisza i spokój. Za oknem szaro buro i deszcz…ale ja lubię takie
wieczory. Zwłaszcza sobotnie, kiedy gra mi jeszcze lista przebojów Trójki. Człowiek
uspokaja się wewnętrznie i nastawia na poniedziałek, kiedy znów usłyszy…”Zaspane
poniedziałki…w nieprzespanych autobusach…”

Mmmmmmm

„Każdą chwilę łap”. Zwłaszcza taką:)

Jestem straszna….

Ulżyło mi, gdy dowiedziałam się, że współlokatorki z pokoju obok dostrzegają jaka jest moja własna współlokatorka…
Wytrzymywałam to tylko, bo wciąż w głowie mam, że „co mnie nie zabije to mnie wzmocni”, ale teraz jest już mi raźniej…W końcu jestem przekonana, że to nie ze mną jest coś nie tak tylko z nią…
A wszytko przez spalony garnek…i prawie zaczadzenie się w akademiku
I Adiego obleśnego…
I bałagan ciągły…
I używanie nie swoich rzeczy, a potem nie mycie ich…
I zapominanie o oddaniu klucza na portierni…
I ciągłe przesiadywanie u nas obleśnego Adiego…

Oj tęskno za Katarzynem…

Na dłoni

Tak łatwo z rąk wymyka się
Ucieka wciąż, znika we mgle
A Ty je chcesz na własność mieć
Chcesz zamknąć na klucz
Przed światem schować
Skryć – jak skarb swój
Prywatny skarb… niemożliwe

Bo szczęście to przelotny gość
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I gdy się za nim nie goni


Tym więcej chcesz im więcej masz
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd
Lecz to nie to, nie – to nie tak
I ciągle czegoś nam brak do szczęścia
Wciąż nam brak, tak zachłannie brak
Otwórz oczy…

Szczęście to ta chwila co trwa
Niepewna swojej urody
To zieleń drzew, to dzieci śmiech
Słońca zachody i wschody

Więc nie patrz w dal,
Bo szczęście jest tuż obok w nas
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu
Wśród chmur, w ciszy traw
Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak…

Bo szczęście to przelotny gość
Przebłysk słonecznej pogody
I dużo wie, kto pojął, że
Szczęście to garść pełna wody

Szczęście to ta chwila co trwa
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I gdy się za nim nie goni