statystycznie rzecz ujmując…

…chyba oblałam statystykę…:(

I myślałam, że cały stres zejdzie ze mnie, jak tylko egzamin
się skończy, ale on rośnie w sposób wykładniczy… Ach, gdyby tak zastać
statystyką dostateczną:) Gdyby tak ze statystyki minimalnej stać się
dostateczną, a przez to zupełnie swobodną:) Gdyby tak…

Wariuję…gdy matematyk mieszka sam…nie jest to dobre dla jego
psychiki. Kasia już się wyprowadziła, Agnieszki więcej nie ma niż jest, o ile w
ogóle jest…no i tak sama nad tą statystyką i gadam do siebie i śpiewam do
lustra w łazience i opowiadam sobie różne ciekawe historie…doszło do tego, że
kupując z Radkiem lody mówię: poproszę sorbet czekoladowy…, a w sklepie słyszę
jak mówi do mnie telefon…Potrzebuję wakacji! Natychmiast!

Coś jeszcze?

Chyba już nic…

Dobranoc.

:)

To był dobry dzień:

- naprawiłam sobie okulary i widzę już:)

-dostałam zaliczenie ze statystyki

- byłam z Madziem na fest dużych lodach, które zachlapały mi
całe spodnie, ręce i w ogóle nie umiem jeść lodów no;) Jak bym była Tosią:)

-dostałam imieninową łyżkę do lodów:)

-prawie kupiłam sobie kolczyki, ale zamknęli mi stragan
przed nosem.

- i prawie – prawie kupiłam sobie torbę;) Czy kolejna to
trochę nie przesada;)?

- nauczyłam się grać w piłkę nożną na komputerze u Radka:)
Jeszcze musze się tylko troszkę podszkolić…tak troszeczkę…pół ciuta:)

 

A od poniedziałku sesja:) System eliminacji studentów już
atakuje…