Mój najlepszy przyjaciel!

Byłam ostatnio w kinie na głupim filmie;) Mój najlepszy przyjaciel. Tytuł fajny, ale sama fabuła…badziewie;)
Pokrótce: pewien francuski kolekcjoner na spotkaniu ze znajomymi dowiaduje się, że nikt go nie lubi. Nie wierzy w to i przyjmuje zakład, że w ciągu 10 dni przedstawi im swojego najlepszego przyjaciela. No i zaczyna się zastanawiać czy takiego posiada, jeżeli nie to jak go zdobyć i po czym go poznać. Tyle;) Durne takie, ale jednak…?
Przyjaciel. Fajnie jest go mieć. Mieć go jest dobrze…
A ja od osoby, którą za przyjaciela uważałam dowiedziałam się, że się zmieniłam. Że jestem inna niż wcześniej i że mimo, że chce nie wie, czy będzie mógł traktować mnie jak wcześniej.
Oj zabolało. Nawet bardzo. I im bardziej o tym myślę, tym bardziej mi smutno, bo tak stać się nie powinno.
(…)
Ale twarda jestem, a nie miętka i przyjęłam to z honorem:)
Myślę, że się zmieniłam, choć obcując ze sobą 24 godziny na dobę czasem tego nie zauważam.
Chyba jestem bardziej leniwa niż kiedyś i co innego jest dla mnie ważniejsze niż kiedyś, choć jednak pewne priorytety pozostały na swoim miejscu. I dobrze.
Na pewno mam dodatkowo dwa zęby gratis (w sensie, że ósemki). Nie urosłam, ale skróciły mi się włosy. Przytyłam (i Iwonka mówi, że mam boczki – kiedyś nie miałam;)). Jestem bardziej kłótliwa i zadziorna niż kiedyś (choć mama mówi, że miałam to zawsze) no i złośliwa. Nie lubię… Bardziej odważna, choć jednak nie w każdej sytuacji. Płaczliwa byłam zawsze i zawsze bardzo lubiłam spać! Zawsze miałam problemy z rozmawianiem o emocjach i uczuciach (Ola mówi, że będę miała przez to zawał). Pewnie kiedyś nie napisałabym takiej notki…Nabyłam pewnie jeszcze mnóstwo innych wad…
Ktoś mnie z nimi przygarnie?

trochę późno, ale po-piel-grzym-ko-wo:)

I znów wróciłam!
I nie tylko myślę teraz o blogu, że jestem i że znów piszę…! Znów wróciłam, znów udało mi się wziąć udział w moich ukochanych rekolekcjach. Takich specjalnych, bo w drodze!
Tegoroczna pielgrzymka była zdecydowanie inna. Nie ta sama, nie ci sami ludzie, nie ta sama droga…nie ta sama płocka, nie ta sama złota i zapewne po trosze nie ta sama ja.
Pięknie było! Brązowo, franciszkańsko i inaczej. Czy lepiej? Nie chcę niczego porównywać, bo pielgrzymek się nie porównuje, każda jest inna, i każda daje mi coś nowego. Takie ładowanie akumulatorków…które chyba były już na wyczerpaniu. I radość, a raczej RADOŚĆ, bo taka wielka!
„Bo tak jest z tymi, którzy z Ducha narodzili się…nikt nie wie dokąd pójdą za wolą Twą…”
Nie warto było się bać! A może warto? Może wtedy ten czas nie byłby taki…?
Wszystko dla mnie było pełne radości i ciepła! A i głupio było mi strasznie, że nogi mnie nie bolą, a Iwonkę męczy kolejny bąbel. I nawet się ucieszyłam, jak na stopie coś podobnego do odciska się pojawiło…ale lipa…tak jak szybko się pojawiło, tak też szybko zniknęło;)Ot co:)
Brakowało mi troszkę ludzi ze Złotej, ale Iwonka, Justynka i Kamcia nie dały mi długo o tej tęsknocie pamiętać! Cieszę się, że były, inaczej ta droga byłaby zdecydowanie trudniejsza!
„Nikt nie odbierze mi tego co mam w Tobie…Pełnię miłości, pełnię radości, pełnię wolności …mam w Tobie:)”
Dziękuję za każdy uśmiech, który napotykałam, za spojrzenia prosto w oczy na Znak Pokoju, których wciąż jeszcze zbyt mało, za takie naturalne głupawki, bo wtedy droga jest lżejsza, za łzy wzruszenia, których dane mi było doświadczyć, za „krok w krok i ręką w rękę”, za każdy płot o który można było oprzeć zmęczone nogi, za dobro ludzi na szlaku, za serce, które przestawało być z kamienia, za zmęczenie i trud , za słońce i krople deszczu i za ciszę wtedy kiedy powinna być czymś naturalnym.
Dziękuję Iwonka, że dałaś mi szansę tam być.
„Wędruj z nami do Boga wyruszamy, miłością gnani do niebios bram….”

(…)

Usłyszałam niedawno bardzo ważne słowa: „Zawsze możesz na mnie liczyć”. I wiem, że mogę! Nawet bez tych słów wiedziałam. I to jest w nim piękne. I czasem w kimś więcej Boga, niż on sam mógłby przypuszczać. I dziękuję, że ten czas to właśnie z nim. I że tyle się nauczyłam. I że choć rozstanie, to w cieple!