akademikowo

Wracam wczoraj z Kasia i Arkiem do akademika, jedziemy windą…no i Arek (jak to on już ma w zwyczaju…;))ponaciskał wszystkie piętra;)
Winda zatrzymuje się, my wysiadamy, łapiemy za klamkę, żeby wejść na korytarz, a tam zamknięte…
Kasia szarpie raz w jedną, raz w drugą stronę;), potem Arek…i stwierdza…zamknęli wam piętro!!!!!
Po chwili stwierdziliśmy, że jesteśmy na
3 (które aktualnie znajduje się w remoncie), a nie na 4 piętrze;)

co do notki ponieżej:

Co można robić, byleby się tylko nie uczyć:
- zrobić obiad, taki z ziemniakami i surówką, i w ogóle wypasik, jakby to Beata powiedziała;)
- zjeść ten obiad, a później nie móc się ruszać
- pozmywać po obiedzie i w ogóle nawet zrobić wielkie zmywanie
- iść do Radka i przeszkadzać mu w nauce
- sprawdzić w internecie wszystko, co tylko można sprawdzić: łącznie z gronem, blogiem Iwonki i Madzia, naszą- klasą i pocztą przynajmniej ze trzy razy w ciągu godziny!
- położyć się na łóżku Katarzyna i kazać mu mnie motywować do nauki
- ponarzekać
- zjeść puszkę kukurydzy
- podenerwować się
- namawiać Arka, żeby ze mną poszedł na wydział informatyki, bo tam jest chłodno
- puszczać sobie piosenki i śpiewać razem z wykonawcą
- zastanawiać się z jakich materiałów zbudowany jest nasz akademik (chyba jakichś pochłaniających ciepło, a potem je nam oddających)
- brać zimny prysznic przynajmniej ze dwa razy w ciągu godziny
- myśleć o tym prysznicu
- i jeszcze innych sto spraw

JAKIE TO PROSTE:)

no biorę się już w garść:)

Na dzień dzisiejszy:
- mam tyle nauki, że teoretycznie czasu nie powinnam mieć na nic innego poza nią, a tu…proszę:) Niech żyje dobra organizacja czasu, niech żyje lenistwo…
Na dzień jutrzejszy:
- patrz wyżej , tyle że bez tego lenistwa, okej?

No biorę się, biorę sie:)

Troszkę spóźnione…

Dzień Dziecka.
Dzieci.
Rodzice.
Rodzina.
Sens?
Tak, myślę, że dla mnie sensem życia jest posiadanie dzieci. Może inaczej…życie bez dzieci byłoby dla mnie bez sensu. Chcę je mieć (nie wiem czy to dobre słowo), wychowywać, przekazywać takie wartości, jakie uznam za prawdziwe i ważne, uczyć je: bawić się, modlić się , kochać, szanować, dawać, dzielić się, ufać, obdarzać zaufaniem, mieć nadzieję…
Zwyczajnie nie potrafię zrozumieć kobiet, które nie chcą mieć dzieci. Nie muszę ich rozumieć…w sumie to nawet nie chcę:)
Chcę być dobrą matką. A któż nie chce?
Chcę mieć duży drewniany stół, siadać tam ze wszystkimi domownikami i rozmawiać, tak jak udawało się to nie raz moim rodzicom. Chcę usłyszeć ‘kocham’- takie pierwsze, beztroskie, pewnie zupełnie nieprzemyślane – od mojego dziecka. Chcę zapatrywać się w jego szczerbaty uśmiech, w oczy pełne nadziei, w malutkie paluszki i cieszyć się z każdego ‘małego sukcesiku’. Chcę razem z moim mężem być dla moich dzieci ostoją i oazą spokoju tak jak nie raz byli dla nas moi rodzice. Chcę, żeby mnie obdarzano zaufaniem, chcę pomagać, chcę rozumieć, chcę dawać, chcę pokazywać, chcę być kimś ważnym – najpierw dla małego, a później już dla coraz większego człowieka. Chcę rozumieć zachowanie, chcę rozumieć pierwsze i kolejne bunty, chcę służyć rękawem, gdy trzeba będzie wytrzeć łzy. Chcę być stanowcza a zarazem łagodna, chcę być konsekwentna a zarazem wyrozumiała…chcę…

A puentą niech będzie jedna z rozmów przeprowadzona przez jednych z moich ulubionych studentów matematyki:
Ja: Będę złą matką…
Krecik: Ja będę dobrą matką…
Rafał: Ja będę dobrym rodzicem…
Ja: Ja będę zbyt opiekuńcza…
Krecik: Ja będę władcza…
Rafał: A ja będę apodyktyczny:)