Monolog

„ludzie mają mnie
a ja mam tylko jaskółki
których skrzydła na wietrze
kreślą łuk szeroki”
- mówi pan
opierając czoło o brzeg chmury
od słońca które kiedyś stworzył
zasłonięty dobrym obłokiem

„jedynie do nich modlę się gdy mi smutno
a jest mi smutno
zwłaszcza gdy świat mnie nie bawi
mam taki kompleks własnego dzieła
i wiem że nie jest najlepsze
choćby dlatego
że co dzień
otwarta rana zachodu krwawi”

„wtedy
przywołuję te niewielkie
doskonałe w swoim zgiełku pośpiechu trzepocie
moje usta same składają się w uśmiech
i modlę się do szybkich skrzydeł jaskółki
o zmierzch łaskawy
żeby przyszedł
i moje boskie oczy zmęczone wiecznością – uśpił”

Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć – tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
ze tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.

Wisława Szymborska

historycznie;)

Dużo rzeczy trzymam w teczkach, które codziennie wieczorem wędrują na krzesełko, i codziennie rano na łóżko. Ogólnie taki tam….twórczy bałagan(?);)Raz tu raz tu;)
Dziś rano, Kasia przychodzi do pokoju, patrzy jak się pakuję i motam z moim teczkami i mówi:
„Kurde, Ty masz teczki jak w IPN-ie;)”

Tamaryn ubóstwia swojego Katarzyna;)

Kaś siada przy swoim komputerze po powrocie z zajęć (Tamaryn już w standardowej pozycji przy swoim komputerze siedzi). Kaś podpiera swą głowę ręką i mówi:
„Wiesz, jest mi tak cholernie przykro…ale tak cholernie przykro, że…przez te trzy lata nic się na tych studiach nie nauczyłam. ;)

(…)

„Skłamałabym, odpowiadając Ci, że Cię znam, gdy Twoja twarz tak wiele znaczeń ma(…)skłamałabym, że tego właśnie chce, oswoić i przyzwyczaić się, wyciszyć błogi dreszcz…ta myśl, że wciąż Cię nie znam jeszcze…”
Anna Maria Jopek

Oto jest Tosia

Tosia ma już rok, 7 miesięcy i 10 dni:)
Odkąd pojawiła się na świecie, diametralnie zmieniło się życie jej rodziców (dużych Wiśni), dziadków i matki chrzestnej (czyli najlepszej cioci na świecie – mam to nagrane;))
Nazywana jest przeróżnie. Dziadek mówi do niej per ‚mała Pyza’, babcia ‚królewna’, Wiśnia młodsza;) ‚Tofik’, Wiśnia starsza ‚córeczko’, a ja ‚Tośku’:)
Nie potrafię wyobrazić sobie świata sprzed Tośki (a co dopiero jej rodzice). Jak dorośnie (i Wiśnie nabiorą do mnie większego zaufania – chociaż myślę, że i tak już jest spore…mam nadzieję, że zapomnieli o tym jak Tosiek prawie zjadł przy mnie pinezkę;)) będą ją zabierała na wakacje. Obiecałam sobie, że zabiorę ją na ‚Bieszczadzki Anioły’, ażeby mogła poznać muzykę mojego serca…Cóż, jeśli wybierze czerwone czupryny…i tak będę ją kochać:)
A poniżej kilka zdjęć małego potworka, który wzrusza mnie przynajmniej kilka razy na dzień:)

W babcinym ogródku:)

Tosia1.JPG

„…kwiaty(…) oswojone cicho piją wodę…”

Tosia2.JPG

„Oczy tej małej jak dwa błękity…”

Tosia3.JPG

„…drobne kwiaty przy domu niepotrzebne nikomu…”


Tosia4.JPG

tutaj: „Ona się tak pięknie dziwi i cała taka jest zdziwiona…”

A to zdjęcie poniżej chciałam już wkleić tutaj dawno…Uwielbiam je!To już nie Tosia…tylko jej mama i… ciocia:) To było dawno…!
Grubasek.jpg

Przez ostatnie kilkanaście dni coś się we mnie zmieniło…znowu zaczynam być właściwym Tamarynem. Ktoś coś we mnie obudził, coś, co myślałam, że umarło…, ale jednak tylko zasnęło. „…jak biec do końca potem odpoczniesz, potem odpoczniesz
cudne manowce, cudne manowce, cudne, cudne manowce…”
Uwielbiam, gdy tak się dzieje…”przy ognisku rozłożymy się z gitarą…posłuchamy co nam w duszy gra…”
Pozostaje tylko jedno ale…

P.S. Bardzo lubię, gdy ktoś zamiast powiedzieć „no coś Ty…spadniesz, złaź…”, mówi: „podaj rękę, to Ci pomogę…” zarówno w przenośni, jak i nie.

jest taki wiersz pani Poświatowskiej…o sąsiedzie, który jest moim aniołem.
Nie mogę go teraz znaleźć…na pewno jest w niebieskiej książce, leżącej w moim pokoju wysoko na półce, tak,
bym mogła ją zdjąć moją żółta parasolką.
I ten wiersz kończy się słowami ‚Twoje okno świeciło wczoraj długo w noc’.
Nie wiem jaka jest konkluzja…chyba nieważne.
Chciałabym, żeby ktoś powiedział…”Słuchaj Tamaryn, masz czas? Przypilnujesz Tosi?”
‚…i widomo żyć nie łatwo w wielkim mieście…’