tak właśnie

Już wiem kim są doktoranci w IM…to tacy ludzie, którzy będąc w liceum dostawali od „swojej” pani Marii za chotyczne pisanie po tablicy…teraz, już będąc bez dozoru „swojej” pani Marii, wyżywają się na studentach, pisząc tak chaotycznie jak tylko można…;)

Do krytyków

A w maju
Zwykłem jeździć, szanowni panowie,
Na przedniej platformie tramwaju!
Miasto na wskroś mnie przeszywa!
Co się tam dzieje w mej głowie:
Pędy, zapędy, ognie, ogniwa.
Wesoło w czubie i w piętach,
A najweselej na skrętach!
Na skrętach – koliście
Zagarniam zachwytem ramiona,
A drzewa w porywie natchnienia
Szaleję wiosenną wonią,
Z radości pęka pąkowie,
Ulice na alarm dzwonią,
Maju, maju! —
Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju,
Wielce szanowni panowie!…
JULIAN TUWIM

(…)

Wieczór zapada, już noc niedaleko, już gwiazdy migocą na niebie
Srebrzy się Odra, najmilsza ma rzeka i płynie z piosenką do ciebie
Mkną po szynach niebieskie tramwaje przez wrocławskich ulic sto
Tu przechodnia uśmiechem witają dzieci i kwiaty, i każdy dom
Na przystankach nucą słowiki, dźwięczy śpiewem stary park
Przez Sępolno, Zalesie i Krzyki niesie melodię wrocławski wiatr
A kiedy rankiem fabryczne syreny dzień dobry powiedzą znów miastu
Słonko jak jaskier wykwitnie z zieleni, dziewczyna zaśpiewa przy pracy
Mkną po szynach niebieskie tramwaje…

ładne…

Brzydka ona, brzydki on
Mała stacja, kiepski bar
A oni przytuleni, jakoś niezwykle tak
Jakby się miał utlenić nagle świat
I gdzieś w jeziorach źrenic
światła na tysiąc par
W czterech słońcach żar

Gdzieś tu chyba zakpił los
Ona brzydka, brzydki on
A taka ładna miłość, aż nierealna wręcz
Tak jakby ich spowiła tęcza tęcz
I wszechobecna siła
Tknęła najczystszy ton
Tkliwy serca dzwon

Nie mów do mnie często zbyt
„Wyglądasz dziś jak nikt”
Jakoś nie bawi mnie już wcale
Ten banalny sznyt
Ja ci odpowiem szczerze
Uprzejmie wierze, lecz nie w tym rzecz

Brzydka ona, brzydki on
A taka ładna miłość
Mała stacja, kiepski bar
Brzydka ona, brzydki on
A taka ładna miłość
Brzydka ona, brzydki on
To nie w tym rzecz

Nie w tym rzecz

J. Wołek

Powroty (I)

Do góry, w dół i maszyn szum,
Dni jednakowych wolny strumień…
I pragnień niecierpliwość
I zagłuszyć wspomnień już nie umiem…

I płynie łódka moich snów
Na czarne morza twoich włosów,
Cumuje tuż przy tobie, by
Twój zapach, twoje ciało poczuć.

Dzień jeszcze, tydzień, jeszcze dwa,

Czternaście długich dni i nocy…

I ile jeszcze zwątpień, by

Uwierzyć znowu w twoje oczy…

I usta nasze łączy strach:

Bo jeśli dało się zapomnieć…

Dotyków szukać, marzeń, snów,

Już dłonie biegną niespokojne.

Ty dobrze wiesz, jak długa noc,

Noc w niepewności i zwątpieniach.

I mówisz: Musisz odejść- idź,

Ten dom ci nie da zapomnienia.

Przy tobie blisko będę i

Do ciebie zawsze znajdę drogę.

I będę wracał dobrze wiesz-

Na stałe zostać tu nie mogę…

(…)

ja: Nie, no ja z Wami nigdzie nie idę.
Kasia: Ale czemu, co Ci odbija?
ja: No bo się wstydzę…
Kasia: Czego?
ja: Adama, że mnie nie będzie lubił. (…)No i co ja będę robić, jak wy się całować będziecie? Patrzeć w inną stronę?
Kasia: Tamaryn!!! Czy ja sie kiedykolwiek przy nim całwałam z Tobą?
:-)