W PEŁNYM ŚWIETLE DNIA

Kiedy będę umierał chciałbym

by de la tour nachylił się

nade mną ze swoją świecą

niech ona rozjaśni tę część mojej

twarzy, która była prawdziwa

lecz nikt nie mógł jej dojrzeć

w ciemnościach

Tymoteusz Karpowicz

tak właśnie…no…

Ta notka wbrew wszystkiemu i wbrew wszystkim będzie optymistyczna:-)
„Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…” leci sobie w radyju –dyju;)
Jem sobie właśnie śniadanie. Wróciłam niedawno z Kościoła. Przede mną stał sobie pan, a w wózku miał zapewne swoje dzieci…bliźniaki, a ściślej rzecz biorąc – bliźniaczki:-) Ale jakie fajne:-) Jedna drugiej wyciągała smoka z buzi i wyrzucała. I miały maleńkie, różowe kapelusiki, które też sobie ściągały. W ogóle, to miały wszystko takie same. Też bym tak chciała. No, ale dość o tym;)
Jak już pisałam – jem śniadanie. Muszę je szybko skończyć, bo zaraz do pokoju wpadnie Justyna i zawoła:” „Tamaraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa”:-)Takie jest życie w akademiku! A dzisiaj wraca Kasia:-)A ja już się doczekać nie mogę!!! No!!!
Wczoraj miałam bardzo miłe spotkanie…o ósmej rano, w McDonald’się (a jak to się pisze;)?) na dworcu. Pawła, to ja widuję raz na rok. Ostatnio widzieliśmy się rok temu w kwietniu. Wczoraj pogadaliśmy sobie przez półtorej godzinki, wsadziłam go do tramwaju i …do zobaczenia za rok? Ale bardzo miło było. Cieszę się, że to spotkanie doszło do skutku. I chodź Paweł jest częściej „on-line”, niż realny, to bardzo cenię sobie jego przyjaźń.
Pisałam ja w ogóle, że na w-f chodzę na bieganie? Przecież ja tam sobie płuca wypluwam…przynajmniej tak było na początku…W każdym razie bieganie mnie tak zaaferowało, że wyciągam sobie czasem Radka (o ile akurat nie jest na mnie obrażony) i biegamy…chodź ostatnio kończymy biegi, jak ostatnie żule…z butelką coli pod Żabką:-) Ale jaka ja zdrowa będę;)A jakie mięśnie będę miała;)Hmm:-)
Aha…no i najważniejsze…Będę miała siostrzeńca:-):-):-)Urodzi się kiedy Teodozji (czytaj: Tosi) stuknie jakieś 9 miesięcy:-) Kiedy Dorotka dowiedziała się, że to synek będzie…to zaczęła panikować…”…no…z dziewczynką to bym sobie jakoś poradziła…, a z chłopcem, to nie wiem…”, zaraz też dodawała…”…będę miała następne dzieci…, ale następne to już będzie dziewczynka…”:-) Pozostaje jeszcze kwestia sporna, jak co do imienia szanownego siostrzeńca..:-) Póki co…Teodozja nam rośnie jak na drożdżach…zaczyna raczkować i jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie:-). A jeszcze co do siostrzeńca…to widziałam zdjęcie USG…ale po raz pierwszy, ja na takim zdjęciu cokolwiek poznałam…Twarz dziecka, opartego o swoją rączkę…Cudo:-)Pięknie…
A co do notki wyżej…hmmm Medyk miał wczoraj imprezę;)No i nazwał mnie dzisiaj rano „kulą szpiegulą”, gdy o coś się go tam zapytałam…bardzo, ale to bardzo brzydko…Obrażam się i nie odzywam…póki co;) Panie Boże…ale ja jestem zazdrosna o tego Medyka…ciężki to kawałek chleba…nie chcę no…!!!

Czym różni się student AWF od studenta AM?

18:00
AM: Początek ostatnich zajęć tego dnia.
AWF: Początek pierwszej skrzynki piwa.

20:00
AM: Wracam tramwajem na stancję.
AWF: W stanie „naturalnym” jadę rowerem po kolejną skrzynkę piwa, mimo że pada śnieg i jest zimno.

21:00
AM:Piję pierwszą tego wieczoru kawę.
AWF: Pierwszy raz tego wieczoru jadę na izbę wytrzeźwień

22:00
AM:Zaczynam pierwszą tej nocy 1000-stronicową książkę.
AWF:Zaczynam pierwszą tej nocy ucieczkę z izby wytrzeźwień.

23:30
AM:Nadal czytam.
AWF:Nadal uciekam.

24:00
AM:Wycieńczony książką sięgam po 800-stronicowy skrypt.
AWF:Wycieńczony bieganiem, wskakuję do rzeki i uciekam wpław.

2:00
AM: Czytam kumplom śmieszne zdania z książki.
AWF:Opowiadam kumplom, jakie to uczucie dostać paralizatorem.

3:00
AM: Z braku książek sięgam po Panoramę Firm i Książkę Telefoniczną.
AWF: Z braku napojów energetycznych, wzmagających wyobraźnię, udaję się w podróż rowerem do najbliższego nocnego

4:00
AM:Kumple też czytają PF i KT (nie mogę nic z nich zrozumieć).
AWF:Kumple nadal piją i coś gadają, ja tylko piję…

4:30
AM:Piję, nie wiem którą kawę.
AWF:Nie wiem, gdzie jadę.

4:45
AM:Urządzamy z kolegami konkurs „1 z 10-ciu” z wiedzy o Panoramie Firm.
AWF:Urządzamy konkurs „kto szybciej wózkiem dookoła supermarketu”.

5:15
AM:Znów wygrałem! Bochenek i Stryer się nie odzywali…
AWF:Znów wygrałem! Piast i Żywiec utknęli w zaspie!

6:00
AM:Jestem wykończony, nigdy już nie będę tak długo się uczył.
AWF:Jestem wykończony, tłumaczę znakowi „STOP”, że już nigdy nie będę pił.

6:15-7:30
AM:Śpię w ubraniach – szkoda ściągać na tak krótko.
AWF:Śpię z dwoma kumplami w wannie, która dryfuje po wodach parku.

7:30
AM: O, już 7:30? ZASPAŁEM!
AWF: O! Chłopaki, to jest Bałtyk? Który mamy rok?

7:45
AM:Idę się umyć… Gdzie jest wanna??? I ten jełop z AWF?
AWF:Kurcze, dzisiaj czwartek. Dzień kąpieli dla Medyka…

7:50
AM:… znowu wypił Domestosa…
AWF:… ale zgaga… to po tym likierze pewnie…

8:00
AM: Biegnąc na uczelnię, widzę trzech kloszardów w wannie. Myślę – „co to za życie… ”
AWF: Wczoraj widziałem białe myszki, a dziś duchy w białych fartuchach. Czas wracać do domu…

9:00
AM: chce mi się spać, idę po kawę
AWF: chce mi się spać, idę spać

12:00
AM:Przewracam się ze zmęczenia
AWF:Przewracam się na drugi boczek

13:00
AM:Za twarde siedzenia na tych salach
AWF:Mama kupiła mi za miękką poduszkę…

15:00
AM:Znowu zapomniałem zjeść
AWF: Znowu zapomniałem pójść na zajęcia

15:05
AM:Trudno, napiję się kawy
AWF:Trudno, zrobię ksero

16:00-17:30
AM:Oglądam preparaty i notuję wykłady
AWF: Oglądam telewizję i gram w Tekkena

18:00
AM:Ledwo żyję, chcę do domu!
AWF:Ale mam kaca! Chcę do mamy!

20:15
AM: Cześć, Głąbie! Ale miałem ciężki dzień…
AWF: cześć, Medyk! Ty chyba nie wiesz, co znaczy ciężki dzień…

Wielki Tydzień…

„Umęczony cierpieniami i troskami, jakie niosło życie, pewien człowiek poskarżył się Panu. Ten wysłuchał go i rzekł:
– Jutro o świcie będę na placu kościelnym; co roku odbywa się tam targowisko krzyży; jest ich masa, wszelkich rozmiarów, będziesz mógł sobie wybrać taki, jaki ci najlepiej pasuje, ponieważ każdy musi nieść swój. Pozostawisz więc twój, tak niewygodny krzyż, a weźmiesz inny, lżejszy.
Człowiek wstał w nocy i jeszcze o zmroku znalazł się na placu; mgła spowijała dziedziniec przykościelny i wszystko wokół. Zawlókł swój krzyż w te opary i ujrzał wielkie zbiorowisko krzyży – małych, dużych, cienkich, grubych, wysokich, niskich. Do wyboru, do koloru, nawet dla najbardziej wyrafinowanego gustu.
Człowiek postawił swój krzyż z boku i, zacierając ręce, zaczął szukać jakiegoś odpowiedniejszego. Nie było to jednak takie proste: jeden był mały, ale zbyt chropawy; inny lekki, ale śliski i niewygodny do niesienia; niektóre były poręczne, ale zbyt ciężkie; jeszcze inne, choć lekkie, miały sęki lub były po prostu olbrzymie. Długo szukał, próbując i przymierzając nieskończoną liczbę krzyży, a kiedy tracił już nadzieję na znalezienie odpowiedniego, ujrzał w jakimś kącie taki, który mógł mu pasować. Przymierzył go – był to właśnie ten właściwy, niezbyt ciężki, gładki, nie za duży. Wziął go więc i szczęśliwy wydobył się z oparów. Ale kiedy zrobił parę kroków, zdał sobie sprawę z tego, że ponownie wziął swój własny, stary krzyż.”