Kilka krótkich chwil z życia wariata;)

Życie jest ciężkie:-) Bardzo;) Zwłaszcza, jak przebywa się w towarzystwie samych wariatów:! Wariaci to ostatnio moja klątwa! Jedni ze mną mieszkają, inni studiują, a jeszcze innych po prostu znam:-) Od tak!
Jeden wariat kupuje sobie bilet miesięczny i dojeżdża tramwajem na uczelnię jeden przystanek….kiedy nasz instytut widać z okien naszego akademika;) I jeszcze wszystkim przy tym rozpowiada;) Potem straszy ptasią grypą w kurczaku kupionym w Auchan;) I się non stop na mnie gniewa;) A ja na niego:-)Ale kto się lubi ten się czubi, nie?
Dwa inne wariaty jadą ze mną kupować świąteczne prezenty, mokną i prawie porywa je wiatr, tańczą makarenę na przystanku….ech…;)
Ale najlepsze zdarzyło się, kiedy już wracałyśmy. Ja i drugi wariat:-)
Byłyśmy doszczętnie przemoczone….suchej nitki z nas nie zostało…, ale do sklepu dojechałyśmy…
Mówię do Kasi:
Ty, Kasia, z może sobie wino kupimy….cieplej nam będzie…(Ela a w tym momencie zapytała: W sklepie??????) Dodam jeszcze, że Tamaryn z reguły alkoholu nie pija, ale wtedy coś go strzeliło…Jakieś 20 minut wybierałyśmy wino, żeby nie było żadne wytrawne, i żebyśmy przez pomyłkę, nie kupiły jakiegoś wina, co to go panowie pod sklepem piją….Wybrałyśmy! Zrobiłyśmy zakupy, gdy przypomniało mi się, że lalkę dla Tosi kupić miałam! Kasia zostało przy kasie, a ja lecę przez cały sklep, żeby po lalkę wrócić;), a potem wracam z końca sklepu z lalką większą niż ja;) No przesadzam…do pasa mi sięga:-) I jest taka ładna…szmaciana;) Cudo;)Ale nic…czasu nam mało zostało do autobusu, Kasia bierze wino, ziemniaki, jedzenie, moje prezenty, a w drugą rękę lalkę Tosi:-) Ja swoje antyramy (Chwała mi za to!!!) i plecak!:-) Wychodzimy ze sklepu! Autobus już stoi…, ja przyspieszam kroku, Kasia za mną….Wyglądała komicznie….pod pachą lalka, w drugiej ręce masa reklamówek i reklamóweczek!!! Ja już prawie jestem jedną nogą w autobusie…odwracam się do tyłu…a Kasia leży!!!!! KASIA LEŻY NA CHODNIKU!!! Obie jak jeden mąż zareagowałyśmy tym samym…śmiechem:-).Pierwsza moja myśl: „Łaaa…lalka;)” Wyciągam ją z ręki Kasi z drżeniem serca:-)Lalka cała…potem Kasia podnosi reklamówki, a tam…kurczak, ziemniaki w winie…a wina nie ma;) I dalej w śmiech….Ludzie patrzą się na nas dziwnie… Jedna pani nas skwitowało: „I jeszcze się śmieją”. Kasia wstała…w spodniach dziura!!! Kasia we krwi ( a może to wino;)) I dalej w śmiech…Do tej pory, jak to sobie przypominam to prawie ze śmiechu płaczę…Jak przypominam sobie Kasia wchodzącą do akademika z tą dziurą…Po prostu…jedni to się potrafią nawet przewrócić, jak stoją:-)
Kolejni znowu wariaci opowiadają mi na wykładzie, o Eli…, co to mistrzem koszykówki była;) i w slamsach mieszka….A Wojtek, jak chce zadzwonić do domu domofonem, to musi go najpierw podnieść z ziemi i włożyć go do tej dziury;) I dopiero potem zadzwonić:-)
No i o Kamilu, co to nosi w plecaku spadochron, w razie gdyby przeteleportował się do innego wymiaru;)
Potem znowu Ela;) Co to mówi, że nas zaprasza na herbatę…My z Kasią stwierdzamy, że będziemy musiały od niej wyjść koło 17, bo to i tamto, a Ela na to: „Ej no….tak długo będziecie u mnie tą herbatę pić????”
Nie wiem, nie wiem…kto mnie zesłał do takich wariatów…Dziękuję Ci Panie za to:-)

(…)

:-)
Za 9 dni jadę do domku:-) I będą Święta:-)I zobaczę Tośkę:-) i moich przyjaciół, których bądź co bądź troszkę już nie widziałam:-)
Tęsknię troszeczkę za tymi gupolami:-)Za niektórymi bardziej, za niektórymi mniej;) Tak o:)
Ostatnio jak wracałam do domku, (kiedy to było???;)), to na Dworcu Gdańskim dosiadł się Damian;) i wszystkie chusteczki mi pozabierał;) Jak zwykle dosiadł się z katarem;)Bo Damian bez kataru to nie istnieje;)
Ale dobrze, że się dosiadł, bo ja już miałam obawy, że wsiadłam nie do tego autobusu co trzeba…;)No, ale radę daliśmy;) Nikt mnie nie napadł i nie przewrócił…a podczas mojego pobytu w Warszawie wszystko jest możliwe:-)Tak właśnie:-);)
No, tesknię troszkę za czasmi LO:-) Cieszę się, że mogłam tam spotkać tylu „gupich i postrzelonych” ludzi:-) i nie zamieniłabym tych chwil na żadne inne:-) Tyle wspomnień:-) Tyle gupich wspomnień;)
I tylko moich wspomnień:-)
A ile razy się kłóciliśmy;) Tyle naszego;)
Tak mnie na wspominki zebrało;)
A co;)Mogło;);)
Tiritiritiri:-)

zapiski głodnego studenta;)

Właśnie…”Wciąż uczę się żyć, na własnej skórze…”. Kurde, jakie to wszystko prawdziwe…:-)
Dzisiaj po kolokwium ze wstępu do informatyki (czyt.ze wstrętu …) poczułam się jakbym miała już święta…a tu lipa…to dopiero początek najgorszego tygodnia w tym tygodniu;)Jak to moi koledzy mówili dawniej…”świętują pierwszą środę tygodnia”;)Stare dobre czasy…
Wlazłam dziś na stronę mojego LO:-) I nawet zdjęcia dodali i taki sentyment poczułam…tak była miło i sympatycznie…owszem, czasem równie ciężko…ale to inne kategorie;)Chyba nieporównywalne…Chyba tak…
Muszę odwiedzić swoje LO. Zrobię to chyba przed świętami,jak już będę w domku:-) Dokładnie 16 dni:-)Co prawda jakich, ale bez wątpienia przeżyjemy;) Tylko z jakim skutkiem;)
Ale w sumie nie to jest w życiu najważniejsze…przynajmniej moim:-)
Tak właśnie…i tego trzymać się trzeba, jak rzep psiego ogona:*

wielkopostna legenda

dwa tysiące lat temu
urodziła panna w Galilei
niemowlę

dziecko było bezbrzeżnie nagie
a ona nie miala nic
oprócz miłości

i tak rosło
ogrzewane oddechem
aż dorosło
do nienawiści

i przybili go do drzewa ludzie
a ona patrzyła

potem – mówią – że wstąpiła w niebo
ale równie dobrze mogła zstąpić w ból
tak był głęboki

Halina Poświatowska