(…)

Od jutra…

Od jutra będę smutny, od jutra.

Dzisiaj jednak będę szczęśliwy:
Do czego służy smutek, do czego?
Dlatego, że wieje nieprzychylny wiatr?
Dlaczego mam się dzisiaj martwić o jutro?
Może jutro będzie wszystko jasne
Może jutro zabłyśnie już słońce.
I nie będzie żadnego powodu do smutku.
Od jutra będę smutny, od jutra.
Ale dzisiaj, dzisiaj będę szczęśliwy
i powiem do każdego smutnego dnia:
Do jutra będę smutny.

Dzisiaj nie.

Wiersz napisany przez żydowskiego chłopca w gettcie – 1941 r.

rozmowy…

Kasia: Ej Tamaryn, mogę zostawić łóżko? (w domyśle – nie-po-ście-lo-ne)
Tamaryn: Niee, musisz je zabrać ze sobą… :-)

Tamaryn: Ej Kasia, wyglądasz jakbyś była pijana (bo Kasia jest zagrypiona!!!)
Kasia: Bo ja dzisiaj jestem taka nietutejsza… :-)

Kasia: Tamaryn, jaki dzisiaj jest klimat…(po długim namyśle i zdziwionej mordce Tamaryna)…w sensie, że pogoda…

(…)

Dzień dobry.
Tamaryn w wersji skróconej:
- nie myślę już, wypłukana jestem ze wszystkich myśli własnych i najchętniej to bym Poświatowską otworzyła….
- bolą mnie oczy od tyłu, chyba wzrok tracę i czuje się strasznie tempa…
- biorę codziennie magnez (zgodnie z zaleceniem;))
- słucham muzyki non stop…chęć mam na lody może…
- powinnam się już chyba położyć, bo z tego mojego niewyspania, które dzisiaj rano skłonna byłam nazwać wyspaniem zrodziły się już liczby „rzeczpospolone”, argensy tangunsy i jeszcze inniejsze cuda niewidy, o których się nie śniło nawet największym filozofom…
- szczerze, to ja mam już dość…
Poproszę o pomoc z Góry…?
KOCHA CIEBIE NIEBO!
:*

„Na błękicie jest polana…” E.Stachura

Powiedz mi, co byś chciała?
Cuda ja czynię, Mała!
Martwe zamieniam w żywe.
Zgasłe w płonącą grzywę.
Powiedz mi, co byś chciała?

Na błękicie jest polana.
Dwa obłoki to hosanna.
Jeden chłopak, drugi panna.

Jeśli chcesz jeszcze więcej,
Wezmę cię ja na ręce:
W góry uniosę dzikie.
Zaprzęg latawców skrzyknę,
Jeśli chcesz jeszcze wyżej.

Na błękicie jest polana.
Dwa obłoki to hosanna.
Jeden chłopak, drugi panna.

Powiedz mi, co byś chciała?
Cuda ja czynię, Mała!
Chęć masz na lody może?
Albo na młode zboże?
Wszystko dla ciebie zrobię.
(Mój ty mały, wielki Boże!)

Na błękicie jest polana.
Dwa obłoki to hosanna.
Jeden chłopak, drugi panna.
Jadą razem do Poznania.

Ze strony: www.pielgrzymka.com

Już dawno weszliśmy w codzienne szare życie,zapomnieliśmy już o spuchniętych stopach,o niektórych ludziach spotkanych na szlaku. Moze zapomnieliśmy też o Nim samym,zakopując Go gdzieś wśród pracy,szkoły i domowych obowiązków.
Ilu z nas staje jeszcze o 21:00 do Apelu,ilu pamięta o porannej modlitwie i o zwykłej życzliwości okazywanej nie tylko ludziom,ale i Bogu?

Większośc grup pielgrzymkowych ma już za sobą popielgrzymkowe spotkania, czar jakby prysł i przyszedł czas stawić czoła najtrudniejszemu zadaniu – dawaniu świadectwa tam, gdzie nie jest to już tak oczywiste,takie proste jak na szlaku.
Czy na pielgrzymce zastanawiałam się,czy ktoś na mnie patrzy kiedy się modlę,czy nie wyglądam jak ,,świętoszek”,czy to w ogóle normalne,ze zwracam się do kogoś bracie czy siostro? Nie, bo właśnie tam to wszystko było tak bardzo oczywiste.
A tu w domu ,w szkole ta odwaga nagle ginie…Przechodzę obok Kościoła,już nie przyklękam,może dyskretnie się przezegnam-oby tylko ktoś nie zobaczył! W szkole uwazam ,by wtopić się w tłum, żeby mnie nie traktowano,jak odmieńca,który podczas modlitwy przed lekcją religii zamyka oczy,by skupić się na ,,Zdrowaś Mario”.
A Bóg? On ma ciągle tę samą Miłość – tak samo wielką jak tam i wszędzie. On ciagle czeka na moją modlitwę przed posiłkiem,na moje wstąpienie do Kościoła,na choćby poranne ,,Chwała Ojcu”.
A spowiedż? Czekam z nią do Wielkanocy albo do kolejnej pielgrzymki?Skąd mam tę pewnosć, ze może właśnie dziś czy jutro będę jeszcze tu, wśród swoich spraw i wsród nieuporządkowanej miłości własnej?
Może dziś w nocy Bóg stęskni się za mną i zechce bym przyszła i opowiedziała Mu o swoim życiu?
Czy słowa:,,jestem przy Tobie,pamiętam,czuwam ”nie okażą się kłamstwem i drwiną?

Anonimowy Pielgrzym

(…)

Poważne rozmowy
Marzy mi się…
Wszyscy się dokądś spieszą, życie nabiera tempa…sami sobie napędzamy machinę zwaną życiem…gnamy wciąż do przodu tak, jakby kto dobiegnie pierwszy było najważniejsze…jakby to, kto pierwszy upadnie decydowało o tym, że jest gorszy…Nie liczy się ten, kto nie nadąża…, liczy się tylko ten, kto zawsze jest na czele peletonu…
Mam dość takiego życia…chcę być spokojna. Chcę żyć spokojnie i chcę być tylko szczęśliwa.
Chcę móc kochać niebo w oczach najbliższego człowieka, cieszyć się naszymi małymi sukcesami i wspólnie rozwiązywać nasze problemy. Chcę mieć mnóstwo dzieci i chce starać się wychować je tak, jak wychowano mnie. Wpajać im pewne zasady, którymi sama kieruję się w życiu. Chcę czuć oparcie w ramionach najbliższego człowieka, móc płakać wtulona w jego sweter i śmiać się wpatrzona z czułością w jego oczy. Nie chcę, aby kiedykolwiek miłość gasła. Chcę ją czuć całą sobą, swoją duszą, swoimi dłońmi i swoim sercem. Chcę mieć swoje małe niebo na ziemi. Ze słonecznikami zza płotu i ze śmiechem dzieci. Chcę tak bardzo czuć miłość, żeby móc dzielić się nią ze wszystkimi wokół.
I to jest moje największe marzenie.
I to jest najważniejsze w moim życiu.
Żadne inne sprawy, które przy tym wszystkim wydają się być tylko i wyłącznie…bzdurami…
Pod wpływem pewnej rozmowy napisane…