Dzień dobry wieczór:-)

Własnie miałam zamiar udać się na spoczynek, ale jeszcze przed snem postanowiłam napisać:-)
A czo:-)
Niczo:-)

Po pierwsze…
- to czemu święta tak szybko się skończyły? Jeszcze nie zdążyłam nawet wypić dwóch skrzynek coca – coli, a już trzeba było wracać do Wrocławia na przecydowny Uniwersytet;) Dobrze w domu…oj jak dobrze…więc czemu tak szybko…?

Po drugie…
- mamy już początki prawdziwej wiosny:-) Dobrze, bardzo dobrze…bo nie wytrzymałbym dłuższego działania zimy. Muszę przeznać, że tego roku dała mi porządnie w kość. Dostała u mnie dużego minusa:-)

Po trzecie…
- łzawią mi dziś oczy…jakoś tak, nijak…

Po czwarte…
- idę spać, coby się wyspać, trzeba być jutro silnym i wypoczętym. Nauka wzywa;)

No i po piąte…
- ciocią będę:-)

Wiosna:-)

No to mamy pierwszy Dzień Wiosny. Nawet tę wiosnę to czuć było dzisiaj w powietrzu i nawet moja gitara ją poczuła
:-)Od kilunastu długich dni nie używana, a dzisiaj, proszę:-)
A poza tym, to chyba dopadło mnie wiosenne przesilenie, o ile takie istnieje…chociaż chyba jestem dobrym przykładem, bo rok temu czułam się identycznie…tylko, że wtedy obiecałam sobie, że już nigdy więcej coli nie rusze;, a teraz cierpię…”katusze”. I się zrymowało;)Oj, ciężki jest życie…, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, nikt też nie mówił, że będzie tak ciężko…nie czuję się więc usatysfakcjonowana;) Jakieś brednie wypisuję, więc stąd też chyba sobie pójdę;) Dobranoc.

Zbiór bzdur;)

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty? No to chyba mamy już wiosnę:-) Cudnie:-) Cudownie:-) Taki ciepły wiaterek mnie dzisiaj owionął, kiedy tylko wyszłam w domu. No i słoneczko grzeje. Mam taką wielką ochotę usiąść sobie pod drzewem i skierować twarz na słońce i w końcu ją ogrzać. Po tej całej zimie należy się jej troszeczkę;) Tak właśnie. A ciekawe jak tam u Martusi na wschodzie;), pewnie na nartach jeszcze jeździ;)

A dzisiaj na angielskim jedliśmy najlepsze cukierki, bo Michałki:-) W ogóle to polubiłam ten przedmiot;) Całkiem sympatyczna grupa się trafiła, jeden kolega – nie pamiętam już za co – miał przynieść na następną lekcję cukierki, no i proszę:-) Istne obżarstwo się nam dziś trafiło;)
W licem, też kiedyś mieliśmy dostać Michałki, ale niestety…nigdy nie spełniliśmy kryterium Michałkowego;), bo w ciągu 4 lat naszego wspólnego bytowania, nie było tygodnia, ażeby wszyscy byli w szkole, bez żadnej kreseczki, czy spóźnienia na jednej stronie dziennika…i lipa, nigdy cukierków nie dostaliśmy;) Chociaż kiedyś Pawełki pani profesor nam podarowała;) na Dzień Dziecka;), no i ksiądz przyniósł nam lody:-) Nie ukrywam księdza nie lubiłam;) Papla taka była.:-)

Kupiłam sobie dzisiaj, tak z okazji przyjścia wiosny;) płytę w Empiku;) Ależ tam drogo:-) A na płycie same skrzypeczki:-) „Romantic Russian Parities”.:-) I tak sobie teraz słucham, tak ostatnio miałam na to ochotę:-) Oj jak miło:-) Płynę…

A wczoraj byliśmy z Radkiem i Emilką u Kasi:-) Co za świr:-) Ale dawno nikt tak ładnie mi nie śpiewał i nie grał na gitarze:-) I znowu tak miałam…dorwałam śpiewnik i było tylko „A weź to zagraj, a weź to…no a teraz to…”, prawie tak jak z Łukaszem na Wigilii TUL-owskiej;) Miło było:-) W ogóle to miło jest:-)

„Na południu już skwar, miękki puch z nieba starł…”

:-)

W piątek, o godzinie 18 coś mi się poplatało w mojej małej główce:-) Powoli się wszystko odplatuje, ale w sumie to troszkę trudne:-) Ale ja przecież mam wiele takich piątków, po godzinie 18, że coś się miesza w moim małym łebku:-) i zwykle sobie z tym radziłam, więc źle być nie może:-)

A teraz zjadam sobie dżem jagodowy:-) I to nawet ja te jagody zebierałam:-)I to nawet pamiętam kiedy:-) Po takiej uroczej pobudce o piątej rano, w celu „wąchania jaśminów”:-)Ech…:-)

A dzisiaj raniutko powędrowałam sobie do innego Kościoła niż zwykle:-) Akurat trafiłam na rekolekcje. Przecież to już za tydzień Niedziela Palmowa…Kiedyś te dni przeżywało się w Łomży na Diecezjalnych Dniach Młodzieży…Niesamowice:-)
A ten tego, ośmielam się przypomnieć co niektórym;), że myśmy się chyba umawiali na pielgrzymce w tym roku na Lednicę jechać…

„Ci co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły…biegną bez zmęczenia…”

No to jak?

Dzień dobry:-)

Gdzie jest wiosna? Ja chcę wiosnę? Chcę i koniec. Chcę już i kropka….no…proszę, proszę, proszę…no….bo ja już na to zimę to nie mam kompletnie siły, chcę żeby było ciepło, żeby słońce grzało, żebym mogła sobie chodzić w trepeczkach;) i bez szalika i bez kurtki i żebym mogła sobie chodzić na lody, no i w ogóle no…no…no…proszę no…:-) Tyle oto tytułem wstępu:-), bo mnie głowa od mrozu rozbolała:-)

„Tak wciąż uparcie czekamy na wiosnę….”

Oglądałam dziś z Magduchem jednym;) Ech…co ja oglądałam…cud miód i orzeszki i pomyśleć, że ja w tym uczestniczyłam;) Bieszczadzkie Anioły, sierpień 2004:-) Niesamowita przygoda, niesamowity koncert na którym dzielnie się trzymałam (po 9 dniach pielgrzymki;)) i niesamowita podróż, której nigdy nie zapomnę i jeszcze niesamowita noc:-) W ogóle to tak pięknie było:-) i niesamowicie:-) A w te wakacje, obiecuję sobie, że pojadę w Bieszczady, ale już na dłużej:-)

No i dzisiaj znów doszłam do wniosku, że Magduch, to jest świrek;)

No, to kiedy ta wiosna?

(…)

„Puszczam więc wtedy latawce…ze śmiechu mego smieszne…od razu dnia przybywa, powietrze staje się lżejsze…”

„Samotny stoję w kręgu latarni, z pergaminu wypuszczam latawce Victorii”

„Popłyniemy białym latawcem, on przyrzeka – ona mu wierzy. Będę twoim nadwornym krawcem, centymetrem miłość wymierze…”

A popuszczamy razem latawce?

a tak o wszystkim i o niczym w gruncie rzeczy…;)

Ależ oczywiście…gdyby tylko głupota potrafiła latać…, to niektórzy ludzie zamieszkiwaliby pod sufitem:-) Czasem lubię przysłuchiwać się rozmowom międzyludzkim;) i tak dochodzę do wniosku, że niektóre osobniki są, aż szczerze głupi… śmieszne to, ale niekiedy napawa lękiem…serio, i to nawet mnie. Straszne rzeczy;) Bo czasem to aż przykro słuchać kogoś, kto mówi o sobie takie rzeczy, które powinien ukrywać głęboko…, a robi to zwyczajnie po to, ażeby, zaimponować… Poczułam się tak, jakby ktoś przy mnie głośno i wyraźnie i z pewnego rodzaju dumą powiedział… „Wiesz, bo ja się nie kąpię;)”. Jednakże słowa zasłyszane dzisiaj w tramwaju: „Wiesz, a ja to nigdy nie przeczytałem żadnej książki…” troszkę zabolały? Nie, no może to nie takie uczucie…, ale w każdym bądź razie coś podobnego…Dobrze, niech i nawet nie czyta żadnych książek…, ale niech nie obnosi się tym, wszem i wobec, w tramwaju numer 2;) Bo to po prostu wstyd…tak troszeczkę;)

Kiedyś napisałam na blogu, że, jeżeli kiedykolwiek zaczniemy się z kimkolwiek porównywać…przegramy… i bynajmniej nie chodziło mi o to, że fakt tego, iż są ludzie słabsi od nas poprawi humor, a że są lepsi popsuje…Nie, nie o to…Uważam, że jeżeli kiedykolwiek zaczniemy porównywać się do innych, będziemy robić cokolwiek, żeby być lepszym od danego człowieka – przegramy…To trudne nie patrzeć na innych i robić swoje, to trudne rywalizować z samym sobą, walczyć o coraz lepsze wyniki dla własnego samopoczucia – ale, kiedy to osiągniemy… będziemy mogli delektować się zwycięstwem – wygramy.

Dochodzę ostatnio do paru wniosków. Może i nie rozkładających wszystkich na łopatki…, ale mam tylko nadzieję, że gdyby głupota umiała latać…nie poleciałabym pod sam sufit…chociaż na pewno moje nogi oderwałyby się od ziemi:-)

A co do pielgrzymki, to nie dość, że nie potrafię wyobrazić sobie miesiąca sierpnia bez niej, to jeszcze pielgrzymki nie umiem sobie wyobrazić w innej grupie, niż „nasza złota”. Tak po prostu…

Daj nam oddechu pełną garść, na chwilę Boże zwolnij czas…