(…)

Są takie noce przyjacielu, kiedy świat się kończy. Świat odchodzi i zostawia nas z rozrzeszonymi źrenicami i bezradnie opuszczonymi rękoma. Najpierw to jest świadomość konieczności nieodwołalnie matematycznej, świadomość, że jutro nie będzie już świata. A jaki jest w tej chwili tylekroć i na nowo przeczuwanej, w tej chwili rosnącej w nas, dojrzewającej, w samym końcu tej chwili? Wtedy, gdy świat jednocześnie jest i nie jest, gdy jeszcze oddechem, ruchem staramy się zatrzymać to, co bezpowrotnie w nas mija?

Halina Poświatowska

(…)

„Gdy pewnego dnia kiepski masz nastrój to rób wszystko, co tylko na świecie, dozwolone do lat 18”.

Mam dość. Przecież ja wiem, ja czuję, że nie zaliczę tego wstępu. Chcę już to mieć za sobą i już wiedzieć, że na drugim roku znów (o ile taki będzie), będę musiała „użerać” się z panem N. Ale co robić. Może faktycznie, tak będzie lepiej. Skoro nie zdam, wiec widocznie nie dość dobrze opanowałam potrzebny materiał…musze więc ten przedmiot zaliczyć. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia.

Ostatnio spotkałam na przystanku tramwajowym małego chłopca. Miał takie fajne czerwone policzki. Chyba wracał z jakiejś bitwy śnieżnej. Miał na głowie czapkę z takim uszami i takie bardzo niebieskie oczy i patrzył, czy jego tramwaj już jedzie. I nie wiem dlaczego akurat w tym momencie pomyślałam sobie. Że to wszystko to jest moje życie, to ja mam być szczęśliwa i to ja będę powtarzała ta matmę. Od tego się nie umiera…I nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

A dzisiaj Łukasz wyciągnął mnie na „przewietrzenie mózgów”. Poszliśmy na sanki na Wzgórze Andersa:-) Tyle tylko, że bez sanek, a dzieci nam pożyczyć nie chciały…A potem zadzwoniliśmy do Mateusza i pogadaliśmy z nim chwilę. Potem usiedliśmy na przystanku, czekając na tramwaj numer 20 i rozmawiając o życiu i śmierci. Doszliśmy do wspólnych wniosków. „NIE CHCEMY DOSRASTAĆ”
Wróciłam do domku i zrobiłam sobie gorącą herbatę:-)

Sesja…

„Ile dałbym by zapomnieć, że…musze zdać sesje, musze uczyć się, bo chce…nie myśleć o tym już, zdać koła zaliczenie, które są tuż, tuż…tak już…po prostu nie pamiętać, o sesji, przed która wymiękam…”

1 luty…polegnę na wstępie (jaka ładna gra słów;))
4 luty…Matrix;)
9 luty…Polegnę analitycznie:-)

Dziwny jest ten świat…

„Dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż

Mieści się wiele zła

I dziwne jest to, że od tylu lat

Człowiekiem gardzi człowiek

Dziwny ten świat, świat ludzkich spraw

Czasami aż wstyd przyznać się

A jednak często jest, że ktoś słowem złym

Zabija tak jak nożem

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej

I mocno wieżę w to że ten świat

Nie zginie nigdy dzięki nim

Nie, nie, nie, nie.

Przyszedł już czas, najwyższy czas

Nienawiść zniszczyć w sobie”

Czesław Niemen

60 rocznica wyzwolenie Auschwitz

„Na ostatniej kartce napisała: „Opuściłam Oświęcim fizycznie 60 lat temu. Psychicznie tkwię w nim nadal. Mojemu synowi Pawłowi i jego dzieciom, a moim wnukom, wspomnienia te poświęcam”. Ta rozmowa dla starszej pani to jak rozebrać się do naga. Trudna. Pani Elżbieta, niespełna 10-letnia dziewczynka z Auschwitz, pamięta detale, nie nastrój. Pamięć poziomu jej ówczesnej wyobraźni to na przykład śliczne spódnicospodnie Niemek. I perfumy, które przetrwały w lisie mamy. Gdy szli na rampę, otuliła nim Elżunię przed odorem z komina. Inny dziecięcy kadr: Ela z bratem nie mogą się nadziwić, że w piętrzącej się stercie walizek są same nożyczki. Skąd tyle nożyczek w jednym miejscu? Zajrzeli też do bloku wypchanego damską bielizną. Ktoś powiedział: „Dzieci, tu nie można wchodzić”. Jeszcze wtedy Elżunia była spokojna. Miała matkę – gwarancję bezpieczeństwa.

Łaźnia. Najbardziej niezrozumiała lekcja dla dziecka. Nie mogła się pogodzić z koniecznością publicznego obnażenia. I nigdy wcześniej nie widziała nagiej matki. Jej matka. Jej świętość. Starała się nie patrzeć poniżej twarzy. Łaźnia to też pierwsza lekcja fizjologii. Tu Elżunia zobaczyła dorosłe procesy w ciele kobiety i tyle brzydoty starego, zdeformowanego otyłością ciała. Budziły zdziwienie, zainteresowanie i współczucie.

Warkocze. Wtedy przestała wierzyć w sprawiedliwość. Dostała histerii. W końcu Niemiec się zgodził: można nie obcinać. Pani Elżbieta jest mu za to wdzięczna do dziś. Przez te warkocze zrozumiała, że matka przestała być opoką. Elżunia szybko zdała sobie sprawę, że ona, matka, jest właściwie zagrożeniem, skoro niebezpiecznie było wykraść się do jej baraku, by choć na chwilę siąść na kolanach i poskarżyć się, że boli brzuch, że… Co powiedzą, jak zobaczą, że nie ma Eli na pryczy? Jej poczuciem bezpieczeństwa już był blok z 500 osieroconymi dziećmi. Apel. Ona dopiero po czwartej klasie, a tu, w sierpniu, w wakacje, trzeba zapamiętać taaaki numer. Skupiała się, żeby nie przegapić – 85536. Może przez ten numer wyrwana do odpowiedzi w szkole z emocji nie słyszała pytania. Nie mogła też czytać na głos i mówić przy klasie”

Na cztery ręcę i dwie komórki ( nie szare;))

Ja: „Skrypt do wstępu do matematyki, autorstwa profesora doktora habilitowanego N. rozdział 13 „Indukcja matematyczna”, strona 97
„…Droga ta, może prowadzić na manowce…”Fajna ta droga, nie?

Madź: „Cudne – Panie profesorze N – Cudne Manowce! Poprawka w skrypcie wymagana w trybie NATYCHMIASTOWYM” -tak mu powiedz i zaoferuj, że się tym zajmiesz.”

Skojarzeń głowa pełna;)

Pastorałka bezdrożna

„tyle Drogi uszliśmy tyle czasu uszło
nigdzie śladu Miasteczka Gwiazdy ni Zajazdu
padając oddajemy wnukom nasze buty
i oddech podajemy sobie z ust do ust

padając oddajemy wnukom nasze sny
nasze serca co marszu wybijały rytm
lecz nie widać początku ni końca w oddali
powraca tylko echo naszego wołania

może zabłądziliśmy może nie tą Drogą
należało iść może na lewo na prawo
ciemno że oko wykol i wiatr w oczy prószy
bezradnie obracamy w rękach stare mapy

a możeś ty Zajazdem Gwiazdą Mesjaszem
Drogo nasza zbłąkana bez początku końca
nasza alfo omego znikąd prowadząca
prowadź nas więc donikąd jak najdłużej prowadź

my zaś ci zaśpiewamy kolędę podróżną
i złożymy ci mirrę kadzidło i złoto
na kolana padniemy w twym kurzu i błocie
Drogo nasza bezdrożna nasz jedyny Boże”