(…)

w kwiatach czeremchy
odurzony zapachem
mój szalony gniew
osunął się na kolana

stałam na nim
bezsilna i drżąca
a ty – stałeś poza mną

i szybciej niż płynie woda
wziąłeż moje ręce
i skrępowałeś je
pocałunkami

a potem – była czeremcha
i czeremcha
patrzyła -

Halina Poświatowska

Nie czeremcha, tylko jaśmin…nie gniew się osunął, ale senność…

Słucham sobie właśnie Chrisa De Burgh’a i przypomina mi się właśnie moje przygotowywanie do matury z rosyjskiego:-) Bo właśnie przy tej muzyce to się działo:-) Hmmm…a ja byłam bardziej zainteresowana wtedy, nutkami z ostatniej strony śpiewanika SDM-u, niż odmianą rosyjską…Ale maturę zdałam:-) A teraz czuję do tego wszystkiego tak wielki sentyment…

„Sentymenty mi powiędły, jak umiały”

Ależ miły…listonosz

Jak codziennie zjechałam sobie windą na dół, ażeby małym kluczykiem, otworzyć skrzyneczkę i zobaczyć, czy może ktos ze świata do mnie napisał..Otowrzyłam, a tu nic….:(
Zamykam skrzyneczkę a pojawia się pan i pyta…
- Co nic nie ma???
- No…
A pan na to…: „No to może zaraz będzie…Tatiano…”
Hehe, ja na to rzekłam, że ja Tamara jestem, a pan, że wiedział, że coś na T, bo już nieraz wrzucał list do skrzyneczki. A potem wyjał jakiś podłóżny list…i mówi…”Proszę, dziś tylko do cioci i wujka…”

Ale i tak, takie miłe zdarzenie:-)

Łoptymistyczne…

Ha! Jakie to wszystko łoptymistyczne:-) Za 5 dni długaśna podróż do domku:), do wszystkiego co kocham i do wszystkiego za czym tęsknię jak gupia:-) A poza, poza tym:-), to…kupiłam sobie dziś colę…, a na coli…obrazek z Mikołajkami:-) I bynajmniej nie taki z zeszłego roku…, tylko zupełnie nowy wymyślony przez koncert colowy:-) A co z tym idzie…63 dni do Świat Bożego Narodzenia. Myśl ta dyskretnie, a od teraz już mocno, mocno podtrzymuje mnie na duchu. I żeby jeszcze śnieg spadł…:-) No, ale póki co…póki co…za moim wrocławskim oknem wiosna…cieplutko, a człowiek odbiera to w sposób taki, że wydaje mu się, że to już za chwilę wakacje…No, ale póki co…W poniedziałek dwie kartkówki z algebry i z analizy…, a w środę ze wstępu. No, a czwartek upłynie mi pod znakiem pociągu…, który pokieruje mnie…”tam, gdzie trzeba…”. Jak dobrze być człowiekiem…A no i jeszcze przypomniała mi się pielgrzymkowa piosnka…, którą śpiewał Michał, a grał mu Dawid na gitarze…

„Ziemia, która mi dajesz, nie jest…fikcją, ani bajką…
Wolność, która mam w Tobie…jest prawdziwa…
Większy, większy ode mnie jest ten, który mnie umacnia…
I żaden…Goliat nie może z nim równać się….
Będę tańczył, przed Twoim tronem i oddam Tobie chwałę…
I nic, już nie zamknie mych ust.
Żaden mur i żadna ściana, największa nawet tama…już nie,
nie zatrzyma mnie już…”

No, a tymczasem…z nadzieją…”w następny zakręt drogi…” zaczynam uczyć się algebry!

?

Jak żyć ze wspomnieniami? Ze świadomością, że coś już nigdy nie wróci, że się skończyło i że już nigdy się nie powtórzy.
Nigdy, donikąd nie ma powrotu? Chciałoby się powiedzieć, że to straszne…A może jednak motywujące…do tego by żyć pięknie, bo to co się nam przytrafia dzieje się tylko raz. Rzadko jesteśmy postawieni przed drugą szansą…powtórzenia czegoś, co kiedyś gdzieś kiedyś popsuliśmy…
Jak żyć, żeby nigdy niczego nie żałować, żeby nigdy nie czuć się źle przez własne postępowanie. Jak to robić, by czuć się dobrze we własnym towarzystwie, z własnymi myślami i z własnymi wyrzutami sumienia. Jak być tak naprawdę dobrym człowiekiem?

(…)

Za 6 dni będę już w domku…Nie mogę się już tego doczekać…Bardzo, bardzo tęsknię… „…nie pytaj, wiesz, przecież, że…czekam…
Jeszcze tylko trzy kartkówki…, a potem po Wszystkich Świętych i moim powrocie z domu optymistyczne kolokwium ze wstępu do matematyki…uff…głeboki oddech…i…”ciężkie jest życie studenta…”
Aktualnie mamy piątek i myślę sobie, że muszę sobie włosy umyć:-), no i za algebrę się wziąć, albo za analizę…:-), no ewentualnie za wstęp…:) Tak, tak:)
Słucham sobie piosenki o tym, że na Brackiej w Karkowie pada deszcz…A ciekawe jak na Bednowskiego w Chorzelach…No, ale już niedługo.
A dziś spędziłam przyjemne jesienne popołudnie na Ostrowie Tumskim.

Bicie serc

„…szukam Cię, liczę sny, boję się…ukrytego we śnie westchninie…Wspólne bicie serc, nas dwoje, nas troje bicie serc, na cztery się zmienia… Szukam Cię, licze sny, boję się…braku Twego cienia…”

Logiczne zagadki…

Czekałam dziś z kolegą ze studiów na przystanku na tramawaj numer 2:-) A tu przyjechała 10. Puściutka taka, więc po co się gnieść w tłoku, jak można pustym tramawajem dojechać do Galerii Dominikańskiej i tam przesiąść się w 2, tymbardziej, ze Radek miał wielką torbę…(szczęściarz…do domu jechał). Wsiedliśmy więc do 10 i dojechaliśmy na plac Dominikański.
Tam podszedł do nas kolega ze studiów, z którym kiedyś na wykładzie stwierdziliśmy, że założymy fanklub pana N.
Kiedy 2 przyjechała, Radek nas pożegnał, a my wsiedliśmy do tramwaju. Tam nasza rozmowa na temat wstępu do matematyki nabrała ciekawszego toru. Zaczęliśmy rozmawiac o pewnej zagadce logicznej, która zadał nam pan N. I gadaliśmy coraz to głośniej…, gestykulując przy tym na cały tramwaj,aż w końcu pewien chłopak, którego to wczesniej nie widziałam zwrócił sie do nas i zapytał…”Przepram, ale może zrobić to tak…? I zaczęliśmy dyskutować już we trójkę. W końcu mój kolega z roku (nie pamiętam jak sie nazywa…) spytał kolegę nowopoznanego w tramawaju…:”A z któej grupy jesteś???” Ten sie na nas dziwinie popatrzył i powiedział, że jest z Akademi Ekonomicznej. Potem, gdy nadszedł czas, kiedy miałam wysiadać, kolega z Ekonomicznej też wysiadał i cała trójka pożegnała się słowami „to na razie”, jakbyśmy mieli się jeszcze kiedyś spotkac w tramwaju numer 2 i wspólnie raz jeszcze podebatować nad zagadką logiczną pana N.

Halina Poświatowska

Bajka wschodnia

Kiedy Wahiti w drobnych, żółtych sandałkach zerwała jabłko i przyniosła ślepemu kochankowi on zagłębiając zęby w cierpkim owocu spytał: jak wygląda jabłko? I zapragnęła mu powiedzieć wszystko i mówiła prędko o tym że zerwała je czerwone z zielonej gałęzi drzewa które rosło w brązowozłotym ogrodzie. Gałąź pokryta żółknącymi liśćmi i poprzez liście wschodzące słońce owocu. Uśmiechnął się i pogładził jej policzek. Jakiego koloru są twoje oczy i usta? Moje oczy są czerwone mówiła a usta mają barwę zieloną… A sandałki masz żółte sam je kupiłem w sklepie i sprzedawca zaręczał że nie są inne a żółte. Jesteś więc ogrodem – rzucił jabłko i wziął ją na ręce skuloną i drżącą.