…a tak z innej beczki…

Należałoby w końcu coś napisać. Minęły w końcu już dwa tygodnie, odkąd wróciłam z pielgrzymki. Mnóstwo wrażeń, mnóstwo wspomnień…we mnie.

Pielgrzymka
Bieszczady
Ślub Oli

Pielgrzymka, jak co roku niezapomniana, niesamowita i inna… Mnóstwo dobroci, od zupełnie obcych ludzi, mnóstwo ciepła i dobrej energii, mnóstwo żywej – jakże ważnej modlitwy. I znowu jakaś siła, gdy po raz kolejny zobaczyłam klasztor na Jasnej Górze, powiedziała mi: w następnym roku też dasz radę… I w przyszłym roku, ja sama znów chcę dać radę…aż pojmę o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Przez te kilka dni, człowiek tak bardzo może się zmienić, i nie ważne, że deszcz, i nie ważne, że spiekota…najważniejsze jest to, że idziemy do Matki…każdy sam i wszyscy razem.

„Tak, tak, tak, tak ja potrzebuję Ciebie…tak, tak, tak, tak będziemy tańczyć w niebie…”

I ponownie noce pełne przygód ze szczurami w roli głównej, czasem też z gołębiami:-) I ponownie…”przyszliśmy na kolację” i coraz to większa gromadka do wykarmienia dla Marty, i znów „ale bardzo proszę…łączymy…albo też lewaaaaaaa wolnaaaaa” i znów „a weźmiesz mnie na barana?” i „no co ty…damy radę…” i ta niesamowita atmosfera.

I jeśli jeszcze raz ktoś mi powie, że pielgrzymkę traktuje się…jako „turystyczny wypad”, to za rok wyciągnę…i pokaże co to jest ten „turystyczny wypad”.:-) Tak właśnie:-)

Potem z Częstochowy, w Bieszczady… na „chwileczkę”. Taki mały wypadzik…a co nie można?:-) Koncert Starego Dobrego niesamowity wprost, i nic to, że buty w błocie, skarpetki w błocie, a oczy na zapałki…ważne było, ze jestem w Bieszczadach i na TYM koncercie, no i z najbardziej „pokręconą” w pozytywnym tego słowa znaczeniu – osobą:-) Prawda??? Ech…a najfajniejszym podsumowaniem tego „wyjazdu…”, było pytanie Magdy, które zadała mi pod koniec…”Ale pojedziesz ze mną jeszcze gdzieś kiedyś?”:-)

No i w końcu ślub kolejnej z sióstr:-) Oli. Jakiś etap w jej życiu zakończył się…i coś nowego się zaczyna…niech trwa wciąż…niech będzie najlepsze, najpiękniejsze, najszęśliwsze…!, bo obydwoje na to zasługują!

A tymczasem ja trwam sobie pomalutku, powolutku:-) Wszystko powoli wraca do normy, wysypiam się (ostatnio stwierdziłam, że ja jeszcze pielgrzymkę odsypiam…), dni wakacji przelatują mi przez palce…A jednocześnie, zupełnie nieoczekiwanie mają miejsce jedne z piękniejszych chwil mojego życia…!

Do trzech razy sztuka…

W czwartek ruszam na pielgrzymkę na Jasną Górę. Cieszę się niesamowicie. Cieszę się, że znów pomimo rannego wstawania, mimo bolących stóp, odcisków, spieczonej skóry na twarzy, mimo bólu i brudu znów poczuję to „COŚ”. Znów poczuję sie na Jasnej Górze jak „u siebie”i znów powiem „za rok tu wrócę”. Mam tylko nadzieję, że znów dam radę…z Jego pomocą…i z pomocą ludzką. I znów uda Mu się uratować…”…od nienawiści, moje serce, moje oczy…moje myśli…”