Hm…

Jutro raniutko wyjeżdżam do Wrocławia…

spotkam się z Madzią i w ogóle będzie fajnie…

A 28 czerwca mam egzamin…:( Hm…

Ale ja się dzisiaj znów dziwnie poczulam…:(

(…)

„Prosiaczek idący w tyle za Puchatkiem, wspiął się na paluszki i szepnął:
- Puchatku…
- Co Prosiaczku???
- Nic – rzekł Prosiaczek biarąc Kubusia za łapkę – chciałem się tylko upewnić czy jesteś…”

a tak tylko…

Byłyśmy nad Głęboczkiem we trzy:-) Martynka, Wiola i ja. Ja, po ostatniej nocy spędzonej na molo, nie wyspana, biedna…postanowiłam tego dni położyć się szybciej spać:-) Uwielbiam spać:-) Natomiast dziewczyny rozpierała pozytywna energia, wszędzie ich było pełno, a robiły przy tym tyle hałasu, że nie dane mi było zmrużyć oka…niestety…
Tymczasem, Wiola zaglądając do lodówki stwierdziła, że…zrobią z Martynką kisiel… Widać potrzebowały „słodkiej chwili” jak nikt inny:-) Wzięły moją jabłkową, wzięły jeszcze czajnik z gorącą wodą, łyżkę i dwa kubki i poszły na dwór:-) I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że godzina była grubo po 23:-), na dworze panował mrok i to taki straszny, w pobliżu żadnej lampy:-) Po dziesięciu minutach, dziewczyny wróciły do domu…z kisielem… i zaraz po zamknięciu drzwi usłyszałam Wiolci słowa: „No, teraz to już na pewno wie, że jesteśmy w domku:-).

Mazury, Mazury, Mazury…:-)

Jaka tam panuje beztroska atmosfera…i nic tak nie „uczy życia, jak wakacje nad Głęboczkiem”:-) i nic tak nie zbliża ludzi, i nic tak nie skłania do refleksji:-) i nigdzie indziej…radio „Zet” nie ma takiego fan klubu:-)

Odkąd pamiętam…Głęboczek był… najpierw z mamą, potem z siostrami, a teraz z przyjaciółmi:-) Marta, Wiola, Martynka, Aneta…niezastąpiona ekipa podboju Rekownicy:-) A Marta ostatnio rzekła: „Tęsknię za tym Głęboczkiem…”….i ja też tęsknię…nie wiem, jeszcze tylko za którym….:-) Za żabami na ośrodku, za przegadywaniem nocy na molo, albo w domu, przy wtórze muzyki radiowej…albo…”minęła właśnie….”, za krakersami kupionymi w Remizie, za zimną wodą z pompy, za jabłkami u dziadka, za jego hamakiem, za włosami pachnącymi jeziorem, za śniadaniami Wioli, za codziennym wstawaniem, żeby chleb kupić, za myciem naczyń w oliwie, za ogniskami i pieczonymi ziemniakami, za „Słodkimi chwilami”, za kąpielami i fikołkami w jeziorze, za bólem brzucha od śmiechu, za połamanym leżakiem, za wieczorami „Poezji mówionej i darciem mordki w niebogłosy…”, za wszystkim, co z Głęboczkiem związane:-):-):-)

(…)

„Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość”

Uwielbiam ten wiersz…:-)

tak…:-)

Przypomniało mi się, jak to, wtedy, kiedy na matematyce było największe „zagrożenie” odwracałam się (do Mileny) (sama siedząc w pierwszej ławce, w środkowym rzędzie)….i po cichutku śpiewałyśmy sobie: „Zuzia, lalka nie duża i na dodatek cała ze szmatek…”:-) Ech…ale śmiesznie było:-)
„…oczy, ma jak pięć złotych…”:-)

Niezapomniane są te chwile spędzone w tej klasie…i to już nigdy się nie zmieni, bo zawsze wszystko będziemy pamiętać:-)

A mama właśnie piecze placki ziemniaczane… pycha…:-) mniam…

(…)

„Kładę się na łóżku i zamykam oczy. Znowu pochylają się nade mną gałęzie czereśni i pachnie maciejka w naszym małym ogrodzie. Myślimy o tym samym. Woda się chwieje, pod dnem statku fosforyzujące ryby przewijają się wolno. Na niebie świecie tyle gwiazd. Poprzez zamknięte powieki widzę, jak jedna z nich spada, i zaciskając szybko palce wypowiadam to życzenie”

Halina Poświatowska

(…)

Dobrze, że są wspomnienia… one zawsze mogą poprawić humor i dają radość…pomimo wszystko…pomimo tego, co dzieje się potem…
Ostatnio odnoszę wrażenie, że po zakończeniu „TEGO” wszystkiego, każdy rani każdego wolnością słowa…Bo teraz można już każdemu powiedzieć wszystko…!!!
Na przykład, że zbyt krytycznie patrzysz na świat, albo, że w gruncie rzeczy jesteś dziwny…bo tak! I ludzie, na których patrzyło się z podziwem, chciało być się takim jak oni… nie są wcale wyjątkowi…bo tak!
Zawsze mi się wydawało, że świat nie jest idealny…, nie wiem, czy w ogóle w założeniu Najwyższego miał być idealny…i chyba krytyka właśnie może go pchać do przodu, pomagać ulepszać…I nie wolno stać z założonymi rękami i patrzeć…i być takim jak wszyscy, bo tak jest łatwiej…Ja wcale nie chce , żeby było łatwiej, jak chcę, żeby było pięknie….
I może dlatego, będzie trudniej, może dlatego, będę łapała się w wiele pułapkach, ale dla mnie OTO WSZYSTKO właśnie chodzi…
A od przyjaciół i samej siebie…wymagam najwięcej…Zrozumienia, akceptacji i tolerancji zachowań…i pewnie tej wyjątkowości, dla której są najważniejsi! Bo moi przyjaciele są wyjątkowi i dla mnie zawsze takimi będą…mimo, że dla innych, są tylko zwykłymi ludźmi!
Znam ludzi, którzy mnie tolerują i akceptują…począwszy od kąpieli w jeziorze w ubraniu….bo tak!, a kończąc na sprawach poważniejszych….
I cieszę się, że są…
A krytyka świata jest moją wadą…? i proszę o zrozumianie…