(…)

„Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem…”, słucham sobie…

Jeszcze w poniedziałek tak bardzo narzekałam na nudę….a teraz na głupiego sms-a brakuje mi czasu…
Maturę zdałam…wszystko skończone w poprzedni czwartek, kiedy dostałam 6 z rosyjskiego…, no, ale jak ma się na imię Tamara i jest się córką rosyjskich szpiegów to przecież…:-) Wszystko było ukartowane:-)

Moje plany na dziś: Umyć włosy…to musze zrobić koniecznie:-)

Martynka jutro wyjeżdża do Anglii…:( i to na całe 4 miesiące…ech…smutno będzie bez niej…pomimo wszystko…a wczoraj poszliśmy sobie ją pożegnać:-) I było ognisko i obiecała nam przywieźć jakieś prezenciki z Londynu:-) Trzymam ją za słowo, bo ja chcę takiego malutkiego Big Benka:-)

1 czerwca rozdanie świadectw… i co???

A teraz Krzyś śpiewa, że „…z nim będziesz szczęśliwsza…”…..Ja to nie wiem, co bym zrobiła gdyby ktoś mi tak powiedział…gdyby było to prawdą, to wynikałoby chyba z wielkiej miłości…, co mi tam, że z tobą „można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko”…
Ech….powinnam zapomnieć „jaka epoka” przydałoby się…

Wieczorami się nie rozumiem…

ZDAŁAM!!!!

Zdałam!
Zdałam!
Zdałam!
Jeszcze został mi tylko jeden egzamin z rosyjskiego…:-) Boję się go troszkę…nawet nie troszkę….troszkę więcej niż troszkę…
A w ogóle to wszyscy z mojej klasy zdali, wczoraj były ustne z polskiego, których ja nie musiałam zdawać;-) W końcu ma się tą piątkę z pisemnej;-) No, a najbardziej jestem zdziwiona oceną z matematyki, w życiu bym się nie spodziewała, że mogę dostać…6…przecież to prawie nierealne…Nie zmienia to jednak faktu, że po wynikach byłam cała w skowronkach:-) Żeby jeszcze ten rosyjski dobrze poszedł….!!!
Będzie dobrze!!!
No i już jest dobrze!!! WSPANIALE!!!

(….)

„We wszystkich niemal językach świata istnieje to samo przysłowie: „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Twierdzę, że nie ma nic bardziej fałszywego. Im bardziej oczy nie widzą, tym bardziej sercu żal – tych uczuć, które staramy się w sobie stłumić, o których chcemy zapomnieć. Gdy jesteśmy na wygnaniu, pielęgnujemy najmniejsze wspomnienie o ojczyźnie, o naszych korzeniach. Gdy jesteśmy daleko od ukochanej istoty, każdy mijany przechodzień przypomina nam o niej.”
Paulo Coelho „11 minut”

A więc już po części pisemnej matury:-)
Eeee…dziwnie jakoś się tak człowiek czuje…, nie to, żebym chciała to jeszcze raz pisać, co to to nie…, ale jednak…
Zadania z matematyki nie były nawet zbyt trudne… do rozwiązania, a tematy z polskiego…no jak zwykle w mazowieckim najtrudniejsze…
„Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że twórców, którzy dają ludziom chwile radości powinno cenić się bardziej niż tych, którzy każą im płakać…- odwołaj się do wybranych tekstów literatury i dzieł filmowych…”
No, ale zobaczymy, jak to będzie…już jutro…chociaż nie wiem, czy będę w stanie iść pod tą tablicę, żeby zobaczyć wyniki…
Damy radę:-)
No to teraz od wtorku zaczynają się ustne…
A 4 czerwca, jak wszystko pójdzie tak jak należy…odbędzie się uroczyste zakończenie roku szkolnego klas maturalnych…Tak…i miejmy nadzieję, że „pójdzie jak należy”.
Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że im bliżej do wyników, ja jestem coraz mniej pewna, swoich „dobrych odpowiedzi”… teraz mi się wydaje, że wszystko jest źle…a praca kompletnie nie na temat…no, ale dobrze, że to już jutro….!!!
Hmmm…..

Już jutro…

A więc tak czuje się człowiek na jeden dzień przed maturą…
Zawsze to mnie zastanawiało…
A więc to tak…
I nic nie zmieni chyba faktu, że się panicznie boję…

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

(…)

Nie wiem co pisać…i tak wszystko mnie ostatnio „dobija”….
Czuję się dziwnie…
Z jednej strony płakać mi się chce… ze względu na to „co było”… Wspomnienia są takie piękne…i boję się, że przetrwają tylko w naszych głowach…a nic nowego w „nas” dziać się nie będzie…
A My to moi przyjaciele stąd…
Z innej zaś strony znów boję się tego, czy nie nazwałam tego wszystkiego na wyrost Przyjaźnią…, bo przecie przyjaźń trwa cały czas…nie umiera… a jeśli to co nas połączyło umrze? Byłoby to bardzo smutne….

Innym znów razem…”zielono mi”… Wiosna pojawiła się momentalnie…wszystko zielone….brzozy za oknem mają takie piękne listki….

Chciałabym być brzozą….

…. i mieć to wszystko w jednym listku:-)

2 dni do M…

Paulo Coelho „Jedenaście minut”

„Był sobie ptak, obdarowany parą doskonałych skrzydeł, o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę” – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem tej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz większym smutku., pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny, szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
- Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
- Abyście mogli znów być razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć…”