„Smutno”

„Gdybym mogła,
Gdybym tak mogła
Wydrzeć sobie serce
I odrzucić serce
I żyć bez serca
Byłoby mi lepiej,
Byłoby najlepiej,
Chociaż nie wiem, nie wiem…
Smutno! Smutno! Smutno!”
Edward Stachura

Desperacko i na przekór…jestem sobie…!

Za dwa tygodnie matura próbna…, ponadto, jak sobie dobrze wyliczyłam, w przyszłym tygodniu czeka mnie prawie 9 prac pisemnych (czytaj kartkówki, klasówki, sprawdziany i testy…). Ale ja na przekór trwam we wszystkim i póki co, mam się dobrze…, znaczy się żyję…chociaż troszkę się nie wysypiam…no, ale grunt to optymistyczne nastawienie do życia, do świata i do wszystkiego…
Wiosna na dworze…ten zapach w powietrzu…ten wiatr…ech…pomimo wszystko, „żyć nie umierać”.
Dziś nam powiedziono, że w liceum jest najwięcej nauki przez całą szkołę….miło usłyszeć tak optymistyczne słowa…zwłaszcza gdy zostało już „tyci, tyci”:-)
A desperacja…też mnie dogania…bo czasem z niczym się nie wyrabiam….śmiesznie to brzmi…”terminy nas gonią…”, ale póki co…”świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły…niech no tylko zakwitną jabłonie….”

„My nie mówimy nic…my nie mówimy nic…”

„Taka miłość jest jedna, Ty jesteś jedna, jesteś podwinietą rzęsą, pod moją powieką…”

Jestem głupia, okropna, wredna, i nie mogę przestać myśleć o tym…

Piosenka o nadziei

Wciąż plecami odwrócona
Niczym widnokrąg ruchoma
W jutrzennej poświacie cała
To zbliża się to oddala

O niej pieśni układałeś
W stogach gwiazdach jej szukałeś
Brnąłeś borem lasem losem
Za jej znikającym głosem

Dopędzasz ją wreszcie
Obraca ku tobie twarz
Kostusia stara jak świat
Jak wryty staje twój czas

„Banda debili z gospodarzem na czele”

Zebraliśmy się wczorajj u Tomka, ażeby obejrzeć naszą kasetę ze studniówki:-)
Ile było śmiechów i tym podobnych odgłosów, to tylko wiedzą nasze biedne brzuchy…:-)
Jednak, kto kasety nie widział, nie wie co stracił…nie widzieć Michała, „czytającego książkę…”, gdy cała IV „a” rzucała się czym podpadnie komuś pod rękę…, jak Damian poprawiał się przed kamerą…, jak o mało nie spadłam ze stolika, jak mnie Radek zaczął łaskotać…i całą w ogóle studniówkę…poloneza w stylu fali meksykańskiej, i ogólnie rzecz biorąc…”zabawę do białego rana” z Anetą w roli głównej:-)
Ech…jest co wspominać:-)
Potem jak sobie wracaliśmy, to spotkaliśmy Przemka i narobiliśmy mu niezłego obciachu…prosząc, żeby wysiadł z autobusu:-)

Hej…”Moja dziewczyna ma dzisiaj maturę, nie ma czasu dla mnie w ogóle (…) hura, hura…dzisiaj matura, marynara i fryzura MATURA…hura, hura…Broniewski, Stachura, marynara i fryzura MATURA”:-) – pieśń przewodnia naszej kasety:-)

Kocham…

-brzozy na moim podwórku, bo na moim podwórku „anioł traci głowę, i z brzozami się brata…”
- las koło mojego domu, gdzie najlepiej „gra się w berka” z moimi psami
- ulice, którymi wracam ze szkoły…, szczególnie wiosną, kiedy wszystkie drzewa się zielenią…”my wciąż uparcie czekamy na wiosnę…”
- rzekę, nad którą najlepiej mi się myśli i często czyta…
- drogę do Niskich, gdzie z dziewczynami tysiące razy przebywało się tę trasę na rowerach…
- drogę do Budek, podczas niesamowitych zimowych spacerów…
- drogę na stację, Marta, rower i niczego więcej nie trzeba mówić…lasy, jagody, konwalie…i ten niesamowity zapach…
- mały mostek…, z powodu częstych propozycji niejakiej Marty P, rzucenia się do rzeki:-)
- pełen uroku mały, drewniany mostek, koło Budek, gdzie czasem można zabłądzić…
- bzy „zza płota”…, które przynosi się „krzakami” do domu…
- gwiazdy na niebie, podczas powrotów do domu
- deszcz o szyby stukający…, podczas którego kiedyś urządzało się zawody…
- deszcz na twarzy…
- huśtawki przy blokach…
- szron na drzewach…
- zaspane oczy Marty, podczas drogi do szkoły…
- loki Wioli, siedzącej przede mną w ławce…
- Braciszka Martynki
- śmiech przez łzy Marty… i jej staw
- „głupie pomysły” Anety
- czyjeś niebieskie oczy
- zapach tulipanów w ogródku…
- malowanie płota w wakacje…
- mój dom…rozmowy z rodzicami…, „kłótnie” z siostrami…
- moje koty…
- wspinaczki po drzewach…
- przechodzenie przez płoty…
- wyjmowanie pieniędzy ze skarpetek w sklepie…
- to wszystko, co mnie tu otacza….

bo…właściwie to tu są moje BIESZCZADY…

„ Do fontanny wrzucam grosz, na rowerze ktoś rekord bije swój…ktoś oczyścił brudny staw, ktoś przekroczył w pław rzekę wspomnień złych…Dzień…zwykły dzień…deszcz na twarzy…”

Nie płacz, że coś się skończyło…ciesz się, że to ci się przytrafiło…

„Zacznij od Bacha…nim słońce po dachach zeskoczy jak kot po nocy ćmę…”

Im bliżej do końca…tym lepiej…, tym więcej widzi się, ile Ci wszyscy ludzie dla mnie znaczą, jak potrafią podnieść na duchu, kopnąć tak porządnie, że nie będzie chciało się myśleć, o rzeczach złych, dodać otuchy, pomóc…a nawet zezłościć, zdenerwować tak porządnie…
A najsmutniejsze jest to, że nawet tych nerwów będzie brakowało…
Tych wszystkich kłótni…
„To już minęło, ten klimat ten luz…ci wspaniali ludzie nie powrócą już…”
Ewa: „Wiecie jak mi przez te ferie brakowało tego…”dziwna sprawa”…
Waldek: „Nooo…a jeszcze trzy miesiące…i potem już nigdy nie będzie „dziwna sprawa””…
Wiola: „A wiecie, jak pójdziemy na studia i przyjedziemy do Chorzel…to zobaczycie… ja będę taka duuuuuuuża…” Po chwili: „Całe metr siedemdziesiąt”…

„Pozytywnego coś, pozytywnego…bardzo chciałbym dać dziś Tobie…”:-)