Paulo Coelho – „Piąta góra”

„Mimo to, kochała go nadal, bo – po raz pierwszy w życiu – poznała, co to wolność. Mogła go kochać, choćby miał się o tym nigdy nie dowiedzieć, nie potrzebowała jego przyzowlenia, by odczuwać jego nieobecność, by myśleć o nim przez cały dzień, by czekać na niego z kolacją, by niepokoić się tym, co ludzie knują przeciwko niemu. To własnie była wolność – czuć to, czego pragnęło jej serce, nie bacząć na to, co pomyślą inni”

Znalezione…

Kocham…

Kocham drogę milknącą za świerkiem.
Kocham polanę utkaną wrzosami.
Kocham kaczeńce przeglądające się w strumyku.
Kocham meteory spadające do źrenic.
Kocham okrzyk ciszy na szczycie.
Kocham zapach drewna przy herbacie z cytryną.
Kocham rozwiane włosy niknące w oddali.
Kocham rześkość potu- gdy zdejmę kapelusz.
Kocham zdziwienie znalezionego prawdziwka.
Kocham rozmowę szczerą jak krzyż przydrożny.
Kocham spojrzenia wędrujące w niebo.
Kocham migotające żółtawo oczy schroniska.
Kocham nocne korale borówek w słońcu.
Kocham ciszę przydrożnego pyłu.
Kocham odgłosy wiatru w namiocie.
Kocham nieśmiałość głosów przyłączających się do gitary.
Kocham poranny chłód strumyka.
Kocham poczucie nie powracania do nikąd.
Kocham spuchniętą upałem rękę na pożegnanie.

(…)

„Czegoś mi brakuje…”
Nic mi się nie chce robić…, z resztą nie tylko mi…na przykład mojemu kotkowi też:-) Kacaper, to wybitnie leniwy kot. Bardzo, bardzo leniwy…:) Tylko by leżał i nic nie robił, fajnie mu…bo on nie ma w tym roku ani M…, ani E… A ja mam:-)
„Matura, ach matura…to moja przyszłość która mnie trochę nie pokoi i dręczy mili moi, bo boję się, że może…na ustnym się położę i w domu będzie bura Matura Matura, Matura…”
No!
Za 9 dni zacznie się wielkie odliczanie, a mianowicie…Sto dni do M…począwszy od Studniówki. Ciekawi mnie to…jak bardzo co niektóre osoby będą niezadowolone z hehe…jedzenia:-) No, ale to tylko taka mała dygresyjka, już nie będę, wszak są ludzie i taborety:-) No, albo inaczej klamki od sufitów:-) No, ale IV a będzie bawiła się na pewno NAJ!, bo ta klasa jest bardzo rozrywkowa:-)
A Tomek dziś wrócił do klasy. Jednakże nie wiadomo, czy będzie maturę z nami pisał…Takie to wszystko…”kruche”…i kiedy dopiero nas samych nieszczęście dotyka, zauważamy jego ogrom na świecie…Trzymam kciuki. A jak dziś wrócił, to aż mu się na szyję rzuciłam…Musi być dobrze, przecież „Trotopierze są wśród nas…”:-)
A dziś w szkole wybory do Towarzystwa Przyjaciół Łosia…:-)
Słucham właśnie „Jesieni” SDM-u.
A zapomniałam napisać jaki koncert był wspaniały!!! Dla mnie był cudowny, nie wiem, jak dla innych ludzi…, którzy czasem bezkrytyczni wobec samych siebie szukają sensacji. Koncert pełen treści, wniosków, refleksji…taki jaki być powinien. No i spóźniłam się na autobus:-) I już myślałam, że będę musiała nocować z psem Dorotki i Piotrka, ale oni w końcu pozwolili zająć mi łóżko…No i stwierdziłam też, że ta starówka warszawska nie jest jednak taka zła…i że mam wspaniałego szwagra i siostrę z reszta też!
„Przysięgam Wam, że płynie czas, że płynie czas i zabija rany” – śpiewa teraz Krzysztof Myszkowski i to jest święta racja! Ale to znów taka mała dygresyjka:-)

Zapiski pełnoletniej:-)

No i co ja mam dziś napisać?
Jadłam 7daysa:)
Pycha
Z nadzieniem czekoladowym:-)
Mniam, mniam, mniam…nie ma to jak pożywny 7days, ze szkolnego sklepiku, co tam, że kosztuje aż całe 1,10, ale ten smak…ten aromat, ten tłum ludzi z IV a z okrzykiem na ustach…”Daj gryza”:-)
Nigdy tak do końca nie możemy być razem:-)
Połowę „zeżre” ktoś inny…Bleee:-)
Rademenes choruje, wczoraj go odwiedziłam, nie ma to jak poważne rozmowy, na poważne tematy z Radosławem:-) Od razu człowiekowi na duszy lepiej.
Poza tym…tym Mostowiakom wszystko się w tym M jak Miłość plącze…
Heheh, tak, tak, tak zgadzam się z tym:-)
Blogi będą kiedyś zapiskami opisującymi to…”jakie było owe pokolenie”
Właśnie kichnęłam:-)

Odebrałam dowód tożsamości…

„Tak papier nic w naszym życiu nie zmienia, czasem tylko powoduje
falę innych bzdur cywilizacji.
A my choć nie chcemy brniemy w ten wir…wciąga nas.
Pozostaje tylko złapać się Kogoś…odetchnąć…zatrzymać czas.
Czy ja jestem do tego zdolny.
Choćbym zdarł ostatnie nuty…krzyk milczy.
Musimy zatem milczeć i poczuć powolne wysysanie czasu.
TAK zatrzymam to wszystko byś TY była szczęśliwa, byśmy byli
szczęśliwi, by być szczęśliwym.”

Zatrzymam to wszystko i zapomnę „jaka epoka, jaki wiek, jaki
rok, jaki miesiąc, jaki dzień, jaka godzina kończy się, a jaka
zaczyna”.

„Sen”

Obudzić się w innym świecie
w którym nie zabierają wszystkiego
nie wiadomo na jak długo
czy na zawsze
w którym nie przydeptują uczuć
nie zniekształcają uśmiechu
w świecie w którym serce nie bije na próżno
i stopy się nie zdeptują w drodze
donikąd
ale obudzić się w świecie
w którym krają miłość jak kromki chleba
choć do sytości wystarczy okruszek
w świecie w którym każdy wie co komu
a na samym końcu dopiero
co jemu
obudzić się w takim świecie
i już nigdy nie zasnąć

Zbiór bzdur…czyli NO COŚ TY:-)

„Z chmur wyczarować można prawie wszystko…”nieprawdaż?
Boję się…to znak, że kocham życie? To normalne bać się w pewnych sytuacjach?
„Z chmur wyczarujesz gdy masz trochę szczęście…szczerozłotą karocę i małego księcia…”
Nie mam siły…niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, chcę wysiąść…
„Czuję się jakbym połknęła żyrafę…, choć Wiola powiedziała, że wcale nie widać…”
„Śmiać się do łez…fizyce wbrew…”
„…i konika polnego z chmurnego obłoku, grającego na skrzypkach do późnego zmroku…”
Brrr…taka chlapa na dworze:-)
W niedzielę koncert…na dwa świerszcze i na trąbki i skrzypce:-)
Idę…popatrzeć w chmury, tam wiele widać…:-)

Ogłoszenia duszpasterskie:-)

Znalazłam dziś w pewnej tajemniczej księdze…ciekawą propozycję…
Brzmi ona…:

„A a propos matur – planujemy taką ogólnopolską akcję (trzeba by w nią jeszcze chłopaków z SDM wciągnąć :)) – wszyscy maturzyści tegoroczni, zamiast na matury, 11-ego maja z rana wieją w Bieszczady, a SDM gra nam wielgachny koncert! :-) Co Ty (Wy) na to?
Pozdrawiam ze wszech miar serdecznie :)”

Ja jestem absolutnie, na tak!!!

…słów kilka..

„…dziś sam dla siebie…dziś sam dla siebie…dziś sam dla siebie to… odkrywam…”
Korzystając z chwili czasu wolnego…, którego jako maturzystka mieć nie powinnam…piszę…
Za oknem już ciemno…bleee… zimno…i to jak zimno…:-) Straszniście zimno…O jejeje…jak bardzo…Stwierdziłam, że w mojej kochanej szkółce za mało jest kaloryferków…, na wszystkich przerwach są strasznie oblegane…, a ja nie mam się do którego przytulić…Śpię w skarpetach….grubych…w krowy…i jeszcze w swetrze…i wcale w domu nie jest zimno…ja chyba jestem strasznie ciepłolubny człowiek. Bardzo, bardzo…o jej jak bardzo:-) Bardzo mocno:-) A dzisiaj była „bitwa śnieżna” Chłopaki z IV a kontra dziewczyny z klasy tej samej:-) Zimno….:-)
A Wioli siostra dzisiaj urodziła dziecko…jeszcze nie wiem, jakiej płci jest owe dziecko…, ale Wiola jutro będzie trajkotać:-)
Ja chcę siostrzeńca!!!
Czemu Wiola ma już siostrzenicę i „coś” jeszcze a ja nie mam nic…łaaaaaa będę ryczeć!!! :-)
„Chciałbym oczu Twoich chmurność ocalić od zapomnienia”
Przypomniało mi się dziś, podczas tej „bitwy śnieżnej” , jak to w pierwszej klasie…w piątek, przed feriami…nie mieliśmy rosyjskiego…i wszyscy poszliśmy na takie lodowisko, które nieopatrznie zrobiło się na takiej „łączce”. Oj…z iloma ja siniakami do domku wróciłam…a jaka brudna…a potem w ferie mieliśmy ognisko…Ech…jakże fajnie było:-)
„…ocalić do zapomnienia…”