DOBRANOC

Ty, Panie tyle czasu masz, mieszkanie w chmurach i błękicie. A ja na głowie mnóstwo spraw i na to wszystko jedno życie. A skoro wszystko lepiej wiesz, bo patrzysz na nas z lotu ptaka, to powiedz czemu tak mi jest, że czasem tylko siąść i płakać Ja się nie skarżę na swój los, potulna jestem jak baranek I tylko mam nadzieję, że… że chyba wiesz, co robisz, Panie. Ile mam grzechów? któż to wie… A do liczenia nie mam głowy. Wszystkie darujesz mi i tak, nie jesteś przecież drobiazgowy. Lecz czemu mnie do raju bram prowadzisz drogą taką krętą I czemu wciąż doświadczasz tak, jak gdybyś chciał uczynić świętą. Nie chcę się skarżyć na swój los, nie proszę więcej, niż dać możesz I ciągle mam nadzieję, że… że chyba wiesz, co robisz, Boże. To życie minie jak zły sen, jak tragifarsa, komediodramat A gdy się zbudzę, westchnę – cóż to wszystko było chyba… zamiast. Lecz póki co w zamęcie trwam, liczę na palcach lata szare i tylko czasem przemknie myśl „przecież nie jestem tu za karę”. Dziś czuję się, jak mrówka gdy czyjś but tratuje jej mrowisko. Czemu mi dałeś wiarę w cud, a potem odebrałeś wszystko. Ja się nie skarżę na swój los choć wiem, jak będzie jutro rano. Tyle powiedzieć chciałam Ci zamiast… pacierza na dobranoc

18 -sta świeczka na torcie…

Za tydzień skończę lat 18. Poza tym, że dostanę niebawem dowód, nic w moim życiu się nie zmieni. Będzie tak, jak jest teraz i żadnych większych zmian w moim życiu. „Czemu mam rezygnować z życia, jakie lubię?” – napisała mi w liście Agnieszka, nowoupieczona studentka…Zadam sobie pewnie to pytanie za jakieś 8 miesięcy, jeśli dostanę się na studia, bo wtedy moje życie ulegnie radykalnej zmianie. Może nie całkiem wbrew mnie samej…ale bać się boję… „-Boisz się? To znak, że kochasz życie, to normalne bać się w pewnych sytuacjach!”
Ciekawa jestem, co by było, gdyby człowiek miał tam w górze zaplanowane tylko 18 lat swojego życia. Czy żylibyśmy inaczej? Bardziej rozumnie, uważnie, powolnie, czy raczej jeszcze szybciej niż teraz… Co by było, gdyby każdy po swoich 18 – stych urodzinach musiałby umrzeć? Taki koniec, oczekiwany przez wszystkich…
Co by było, gdybym zginęła w wypadku samochodowym. Kto przyszedłby na mój pogrzeb…, prócz moich przyjaciół, przez duże P pisanych?
Co powiedziałby ksiądz na kazaniu…
…umarła ta, która lubiła się ze mną kłócić za katechezie, która próbowała mieć zawsze swoje własne zdanie…, która kilkakrotnie potrafiła popełnić ten sam błąd…, która chciała coś osiągnąć…, ale co osiągnęła? Co ja takiego osiągnęłam w tym swoim 18 – sto letnim życiu?
Przeczytałam kilka książek, które w pewny sposób po kolei zmieniały, albo raczej miały zmienić moje życie, poznałam wielu ludzi, którzy zupełnie nieoczekiwanie stali się moimi przyjaciółmi. Poznałam kilku innych ludzi, którzy mieli zmienić moje życie, a tylko wytarli w nie swoje buty i przeszli obojętnie wobec niego i zupełnie nic w nie, nie wznieśli , przeżyłam kilka zabawnych sytuacji, zdobyłam Giewont, dwukrotnie przeszłam 270 km, byłam w Pieninach, zabłądziłam w Puszczy Kampinoskiej…,byłam na Wieży Eiffla, byłam na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa, pokochałam, znienawidziłam, poznałam, widziałam, chciałam, pragnęłam, miałam nadzieję…
To wspaniałe, że kiedy Pandora otworzyła swoją puszkę wyleciały z niej wszystkie plagi świata, ale zdążyła ją zamknąć, zanim wyleciała nadzieja. Dzięki temu każdy człowiek może mieć nadzieję…
Nadzieję, że jeszcze zdąży się pokochać kogoś całym sercem, że zdąży się pojechać w Bieszczady, zdąży się powiedzieć komuś, że jest dla ciebie ważny. Że będzie jeszcze tak wiele czasu…
Dokąd i za czym my tak śpieszymy?
Czemu robimy coś wbrew sobie?
Czemu czasem tak bardzo się mylimy?

(…)

Jestem zła…święto szkoły odbędzie się bez ludzi z Pyrzyc…(ściślej mówiąc bez ludzi z Zabrodzia…):-( No i nie spotkamy się…Ech…takie jest życie:-)
Mam jeszcze nadzieję, co do tej Wigilii w Warszawie, na która to p.K miała nam miejsce załatwić…Ech…zobaczymy jak to bedzie:-)
Pozdrawiam blondynów:-)
Podpisano: antyblondyna:)

:-)

Ja mam tylko jeden świat, słońce, góry, pola wiatra…i nic mnie więcej nie obchodzi, bom turystą się urodził…:)
Moja dusza „turysty” właśnie się odzywa:)

Jesienna zaduma:-):-)

Ale fajną jesień jak na razie mamy…taka cieplutka, bez melancholii i bez tych wszystkich zbędnych ceregieli:-) W taką pogodę to tylko w Bieszczady pojechać:-)
Madzia!!! Miłego pobytu życzę:-) Niech Ci bieszczadzkie anioły w duszy grają:-)
Ale przyznać muszę, że te zbędne ceregiele i tę melancholijność, to ja bardzo lubię:-)
Kiedyś, jak jeszcze w bloku mieszkałam, to całą brygadą lubiliśmy się bawić w zakopywanie się w liście:-) Śmieszne to jest:-)
A jak jesienią wracamy ze szkoły, to też się obsypujemy, a potem najczęściej jest tak, że p. pielęgniarka sprawdza następnego dnia czystość naszych głów…Dosyć często nam się tak trafiało:-)
Ech…czy ja wyglądam na osobę, która za parenaście dni skończy 18 lat? NIE WYGLĄDAM! A co fajniejsze wcale nie chcę wyglądać:-) Ostatnio dowiedziałam się, że biorę wszystko na zbyt poważnie… Normalnie, najbardziej błędna opinia o mnie, z jaką się w życiu spotkałam…:-) Ale nie obchodzi mnie to co o mnie myślą, wolność myśli:-) Pozdrawiam i ściskam wszystkich:-) Trzymajcie się obiema rękami, żeby było cieplej, bo okres grzewczy zaczyna się dopiero…ech…lepiej nie mówić:-)

Częstochowa niech się chowa…wpadnij bracie do Rostkowa.

Jak było?
Świetnie, wspaniale i „złociście” rzecz jasna:-) Kiedy tylko zbliżyliśmy się z Marta i z Łukaszem do Kościoła, spotkaliśmy Roberta i Wojtka:-), potem jeszcze Ingę, Piotrka, Gosię, Łukasza, Przemka, Łukasza, Radka:-) I uściskom, przytuleniom nie było końca…Ech…duża ta nasza złota:-) Duża i wspaniała:-)
Wszystkim przypomniał się pielgrzymkowy klimat, i ta 5 – cio kilometrowa trasa nie zaspokoiła naszego „pielgrzymkowego głodu”. Więc sobie z Rostkowa do Przasnysza też na piechotę wróciliśmy:-) Torami!!! I ciuchcia by nas przejechała…no, ale cali i zdrowi wróciliśmy do domku:) Co prawda, nie chciało się nam wyjść z samochodu…Łukasz zażądał transportu pod sam dom i jeszcze wysadzenia:-), ale nie dało rady:)
A no i jeszcze poznaliśmy brata Piotrka, który jest do niego tak podobny, że hej…:-)
Oj fajnie było, szkoda, że nie mogliśmy sobie zaśpiewać…”Pędzą nas do Częstochowy”, ani nie mogliśmy nawet kabelka potrzymać, bo tuby były jakieś takie…bezprzewodowe…:-) Oczywiście, chcieliśmy ruszyć od razu na Płock, ale coś nie wyszło.
Oby do jak najszybszego spotkania:-) Złoci są wspaniali:-)

Stare Dobre…Małżeństwo

Na chwilę mi dałeś
Miejsce na Twej Ziemi
Cienkie linie dróg
Cyrklem wyznaczyłeś

I wodzisz mnie wciąż
Po ścieżkach krętych
Gdzie nawet trawy
Szepczą Twoje imię

Czasem hymn śpiewam
Na Twoją chwałę
Czasem coś w złości
Syczę przez zęby

Bo tyle skrajnych
Dawno już przekroczonych
I tyle decyzji
Tak do końca błędnych

Wciąż uczę się żyć
Na własnej skórze
I płacę jak umiem
Ten dziwny rachunek