Rok temu usłyszałam pierwszy raz tę piosenkę…

Jest jeszcze kąt dla mnie na Ziemi
- Kąt jak twe ramiona – rozwarty -
I zawsze można biec do ciebie
Przeczekać burze – ostre wiatry

Jestem dla ciebie piorunochronem
I gradobicie świata tego zbieram
Chcę chronić nas – jak tylko umiem
Gdy na zakręcie nasza Ziemia

Dobrze że jest kąt na tej Ziemi
- Kąt jak twe ramiona – rozwarty -
Bo razem raźniej nam rozegrać
Tak dziwnie rozdane karty

I lampą ci jestem która oświetla
Gościniec mroczny i wciąż wyboisty
Bo trzeba krok za krokiem iść
By być dla siebie jeszcze bliższym

Tomek Żółtko

Dawnych mistyków ludzkiej duszy pieśńKsiężyca ciemna stronaSłońce zabija na raty nas w nadfiolecie.Schodami do nieba zacząłem się piąćTam nie ma autostradyMyślę o tobie, a ptakiem jest myśl zbytek słów.Me światy są obce bez nocy i dniaTam wiersze z obłędu powstająLecz póki tu jestem, proszęKochaj mnie, dotykaj mnie.Dotykaj delikatnie, bezszelestnie ciepłem palcówDotykaj aksamitnie, rzęs pokłonem, nie przestawajDotykaj całowaniem i oddechem tak, jak lubiszDotykaj smugą włosów niby muślin bólowi zadaj ból.Kochanie, samotność można wypić do dna choć to trudne.Miłość prawdziwą daje tylko Bóg i zrozumienie.Wszędzie Go szukam, dla Niego chcę żyćWbrew potępieniom.Tęsknię za ciszą bezludnych wysp dzikich plaż.Me światy są obce bez nocy i dniaTam wiersze z obłędu powstająLecz póki tu jestem, proszęKochaj mnie, dotykaj mnie.Wiem, że chcesz wspólnych snów dam Ci je.Nie bój się, nie bój się.Dziwne jest piękne wciąż twierdzę tak gorsząc dewotów.Na urodziny sam sobie dziś dam znak pokoju.Kochanie, samotność mnożna wypić do dna choć to trudne.Więcej nic nie mów, tylko przytul się dotykaj mnie.

:-) albo :-(

Czasem znajduję się w takim czasie, w takim miejscu…, że zadają sobie pytanie: „I co ja robię tu…” Stąd to wszystko, że dziwnie się czuję, jakoś tak nieswojo i obco, tak jakbym nie pasowała. Mam ochotę sobie wtedy usiąść sama w ciszy…od tak sobie. Są jednak ludzie, którzy to zauważają i dają radę to zmienić…swoją obecnością i swoim towarzystwem.
Zauważyłam, że mam wielu przyjaciół i to takich, o których nawet nie wiedziałam…
Bardzo miło było spotkać się po tylu dniach rozłąki ze wszystkimi z klasy, na 18 – stce Łukasza i Radusia…pogadać sobie z Rafałem, który tak wyprzystojniał przez wakacje, że hej…powygłupiać się z Damianem i w ogóle ze wszystkimi. Przy nich wszystkich nigdy nie czułam się „inaczej”. To tacy sami swoi. A no i ostatnio stwierdziliśmy, że dziewczyny z naszej klasy chłopaków traktują jak braci, a chłopaki dziewczyny jak siostry. Naprawdę. Taka fajna więź.

Śmiechu warte…

Oglądałam przedwczoraj kasetę z wesela Dorotki. Normalnie niektóre momenty to można byłoby wysłać do Śmiechu warte. Zwłaszcza ten, jak w Kościele Dorotka mówi: „Ja Dorota, biorę Ciebie Piotrze za męża…” i w tym czasie próbuje założyć obrączkę…takie zbliżenie kamery na ich ręce…A Dorotka nie może jej założyć, kręci, kręci chyba z dwie minuty, ale w końcu przechodzi…z oporem, ale przechodzi.
Moi kuzyni zostali nazwani facetami w czerni, a kiedy łapali muchę Piotrka, wujek podszedł do prowadzącego oczepiny i mówi: „W razie jak moi synowie złapią muchę, to pan im powie, że nauka pierwsza…” Wesele się udało. I aż miło popatrzeć, kiedy Dorotka i Piotrek przyjeżdżają do domu (z psem, bo mają już psa) i widać w nich taką radość…to chyba miłość.
A no i jeszcze Ola i Michał. Pewnie niedługo też jakieś wesele. Na tych, to już w ogóle można patrzeć godzinami, bo jak są razem to są tak szczęśliwi…Kurde chyba jakaś plaga na te moje siostry padła:)

Nie lękaj się, nie lękaj się…

„Hurra”, koniec wakacji:-) Już niedługo nasza upragniona matura i w ogóle klasówki, zaliczenia, sprawdziany:-), oraz to, co tygryski lubią najbardziej, czyli różne śmieszne sytuacje zdarzające się w roku szkolnym:-) Zbuntowane anioły z IV A…Jedno jest pewne, że to będzie niezapomniany rok, zważywszy na to, że ostatni, a potem the end….miejmy nadzieję, że szczęśliwy, bo takie tylko lubię.
Wakacje były…(zważywszy na to, że pogoda nie dopisuje, a ktoś mi obiecał kiedyś, że będzie słoneczna, można stwierdzić, że wakacje są skończone….) po pierwsze: za krótkie, po drugie: udane, po trzecie: bardzo udane…, a po czwarte: śmieszne:-) Usiadłyśmy sobie wczoraj z Martą i wspominałyśmy, a to śmieszne sytuacje z pielgrzymki, a to z Dni Szczytna:)
Pewnego wieczoru do Kościoła, w którym noclegowała „część” grupy złotej, przyszedł ktoś z głównej porządkowej i pyta się: „Kto tu śpi?” A nasz brat Łukasz mówi, że tu śpi on i siostry…
- Ale tak nie można…
- Ale tu się nikt nie dowie…:)
Strasznie było spać w namiocie, dlatego z miłą chęcią biegliśmy ze wszystkimi bagażami na drugi koniec wsi, żeby położyć się w stodole, którą zwykle zajmował nam Przemek:-) Fakt, faktem, że czasem było dalekooooo i pewnego dnia Łukasz mówi, do Przemka: Ej, a w Klukach szukałeś??? No, a Kluki to była miejscowość oddalona o jakieś 10 km, gdzie jedliśmy obiad…Czasami mieliśmy bardzo duży wybór stodół i ostatniego wieczora siedzieliśmy sobie na środku ulicy, a „komisja” wybierała stodołę, w której to miało nam się lepiej spać…Ciekawie było też na różańcu, gdyż każdy mógł dać swoją, nawet najbardziej nietypową intencję „za brata Cezariusza, by bez nałogów była jego dusza”…najwięcej było w stylu…”Spraw, żeby na mojej drodze spotkała druga połowę”, no i brat Michał stwierdził, że to biuro matrymonialne…, czasem też siostra Wiesia zmieniała treść naszych intencji…”dziękuję, że moja mama nie pali już drogich…”, albo „dziękuję, że jestem już 10 lat w trzeźwości, które minęły tutaj w kasku” (- czytaj w Łasku).
Fajne były wieczory z gitarą, pośród zapachu siana…raz siedział z nami porządkowy Radek, który grał na gitarze, my śpiewaliśmy, i w ogóle, w ogóle…no a jakaś inna grupka przed „naszą” stodołą robiła nam konkurencje…też grali i śpiewali:-). W końcu Radek zaczął się śmiać i mówi: „Kurde zaraz pójdę i im książeczki zabiorę, że ciszę nocno zakłócają…” A ja na to: „Idź, idź i przynieś je tutaj, to ja jakieś wpisy powpisuję…” Szkoda, że następna pielgrzymka dopiero w sierpniu 2004, no ale mamy nadzieję spotkać się z większością braci i sióstr na „5 – kilometrowym spacerku” do Rostkowa. Już niedługo, bo gdzieś we wrześniu…
Dla tych, którzy myślą, że pielgrzymka to tylko takie właśnie wygłupy, napiszę, że to nie prawda. To jeszcze coś, czego od tak nie da się opisać. To takie niesamowite przemiany w sobie, to żywa modlitwa, to niesamowici ludzie, którzy pomagają Ci przezwyciężyć najcięższe trudności…to osoby takie jak Przemek i Łukasz, których mogę zaliczyć do grona przyjaciół, to Wojtek, który dla każdego i o każdej porze miał uśmiech i dobre słowo, który gdy mu powiedziałam, że przyjmuję szkaplerz, powiedział: „To dobrze, ja noszę już rok….dlatego mi się tak dobrze idzie…”, to niesamowita radość kiedy widzisz już Klasztor, wprost wariujesz ze szczęścia, to słowa: „Nie lękaj się, nie lękaj się, jestem przy Tobie nie bój się…Nie tylko w niedzielę jestem Twoim przyjacielem…”, to najwspanialsze przeżycie jakie mnie w życiu spotyka i niech już tak zostanie.