Ale Meksyk…

Nie moge jeszcze o tym pisać…ale to wielka nowina dla czytelników naszej gazetki:-) Marta L, zabroniła mi na razie o tym pisac. Więc o czym, będzie dzisiejsza notka? O tym, iż dwie dziewczyny wybrały się do większego miasta (w celu nie mogę jeszcze powiedziec czego…) i przełaziły przez płot:-), bo miały malo czasu. Potam jeszcze jedna z nich pomyliła bloki na pewnym osiedlu i zamiast powiedzieć :Cześć i czołem Tomkowi Molakowi, to wracały raz dwa na umówione spotaknie (na razie nie moge powiedziec z kim…)…tym razem już nie przez płot:-) Ale płot to był gwóźdź programu:-) A i jeszcze sonda uliczna:-) Ale o tym to wszystko później…jak się wyjasni:-)

I znów Stare Dobre Małżeństwo…

Ostatnio moja ukochana piosenka (jak i cała reszta…)

Zagubieni Książe jesteśmy
Pod gwiazdami grzejemy ręce
Niebo śmieje się szeroko
Nasze niebo to jednak coś więcej

Niespokojnie Książe żyjemy
Wśród szeptanych krucho skarg
Dzień do dnia się dodaje
W dobrą gwiazdę trzeba wierzyć nam

Nasze wieczne ucieczki-wycieczki
Nasze wzdychanie w nieznane
Kiedy niebo cię olśni
Wiesz że zaczął się wielki taniec

Pod gwiazdami Książe jesteśmy
Pod gwiazdami grzejemy ręce
Niebo śmieje się otwarcie
I nie trzeba wtedy nic więcej

0tatty9.gif

Optymistyczny sms Mateusza:-)

Dostałam dzisiaj bardzo miłego sms-a świątecznego od kolegi z klasy…tej treści:”Czego można życzyć dziewczynie, która ma wszystko??? Moze tylko tego, żeby to „wszystko” dawało jej szczęście”
I rzeczywiście, pomyślałam sobie, że mam szczęście…mam wszystko co jest ważne…mam rodzinę, mam przyjaciół, mam rower ( a było juz tak poważnie:-))
Dlatego grzechem byłoby narzekać na życie…Ale je nie narzekam…lubię żyć, lubię się śmiać, lubię śpiewać, mam wszystko, ażbym wystarczająco była szczęsliwa. Czy można byc wystarczająco szczęśliwym…? JESTEM BARDZO SZCZĘSLIWA:-)

Ostatnio, moja koleznka na przerwie rzecze tak: „Ojej, jeszcze tylko cztery dni i impreza…”
A ja w tym samym momencie pomyślałam: „Ojej, jeszcze tylko kilka dni i będę mogła jeśc słodycze” (Dla nie wtajemniczonych, moim postanowieniem wielkopostnym, było niejedzenie słodyczy. I prawie go dotrzymałam;-)) Co, może jestem dziecinna???? Może…Ale Jest mi, dobrze z moją dziecinnością:-)0atty21.gif

Wesołych Świąt

„…Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki – tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz to będzie cudowne. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu…”
„Mały Książe” A.de Saint – Exupery
Jest tylu ludzi, których bardzo kocham. Tylu, bez których nie potrafiłabym chyba żyć. No może potrafiłabym, jednak co by to było za życie. Nie wiem…i nie chcę się o tym przekonywać. Wiem, że dopiero po stracie kogoś bliskiego uświadamiam sobie, jak bardzo mi tego kogoś brakuje. A teraz…często nieświadomie robię przykrość swoim bliskim. Jakiś głupi komentarz, niemiłe słowo, drobna złośliwość…ale jednak. Wiem, że nie powinno tak być, tylko czasem nie wiem, co mam zrobić, żeby tego nie było. Czasem wystarczy, że „czarny kot przebiegnie przez drogę” i wtedy ktoś bardzo mi bliski…, może usłyszeć coś niemiłego. W gruncie rzeczy jestem opanowana, ale czasem coś takiego się zdarzy, a wiem, że nie powinno…
Po drugie: też bardzo bardzo ważne, mogę już powiedzieć:
MOJA STARSZA SIOSTRA – DOROTKA W LANY PONIEDZIAŁEK SIĘ ZARĘCZA!!!! Myślę, że to nie miało żadnego wpływu na to, że spadłam z krzesełka. To kolejna rzecz, która upewnia mnie w fakcie, że łamaga za mnie:-) Siedziałam sobie po prostu najzwyczajniej na taborecie, i po porostu najzwyczajniej w świecie krzesełko się złamało. To wcale śmieszne nie było….hehehe:-) Dobrze, że ja się nie zabiłam.
A wczorajszy dzień, był dniem odwiedzin. Już o ósmej rano odwiedziła mnie moja koleżanka z podstawówki: Aneta:-) Prawdę powiedziawszy bardzo mi jej tutaj brakuje, a ona zapytana przeze mnie, gdzie jej się fajniej mieszkało , w Ciechanowie, czy w Chorzelach odpowiedziała słowami: „Zawsze się lepiej czujemy tam, gdzie mamy przyjaciół” To było bardzo, bardzo miłe, ale też smutne. Bo co miałam jej powiedzieć…??? Jednak potem powiedziała mnie, że nie jest już tak źle. No faktycznie, nie każdy potrafi się szybko zaaklimatyzować w nowym miejscu.
A potem odwiedzili mnie koledzy z pielgrzymki – z grupy złotej:-) Dużo wspominaliśmy i coraz bardziej upewniłam się w fakcie, że wakacje bez pielgrzymki to nie będzie już raczej to…:-)
Po raz wtóry w te święta spadłabym z krzesełka… tym razem był to zamach na moje skromne życie…Co ja takiego zrobiłam…powiedziałam tylko, że trzeba ustalić kwestie jakie będziemy mięli poruszać z „teściami” Dorotki…typu…”Czy są państwo za integracją z Unią Europejską…Tak??? My również:-)” No jutro będzie Meksyk:-)
Miałam iść dzisiaj na rezurekcje… Cóż wyłączyłam tylko o piątej rano budzik…i z powrotem do łóżeczka:-) A dzień mija …na jedzeniu ciasta…

24.gif

Ach to był dzień…

Dzisiejszy dzień powinien przejśc do historii…popełniłam w nim tyle pomyłek, wzięłam udział w tylu zabawnych sytuacjach, że na prawdę ludzkie pojęcie przechodzi…
Na polskim na przykład…zostałam wysłana do pani Chanowskiej. Nasza polonistka siedziała sobie na krzesłeku przy biurku, w swojej ulubionej pozycji (bez komentarza), czytała coś, a na mnie wcale nie patrzyła, tylko tłumaczyła po co ja mam w ogóle iśc do biologcy:) No to ja stałam już sobie przy drzwiach, słucham co do mnie się mówi, jedną reką trzymałam klamkę…i tak się zamyśliłam…, że drugą zapukałam w drzwi. Usłyszałam głos znad biurka: Proszę!!! Ale nikt w moją stronę nie patrzył. Stwierdziłam głośno: No to ja idę…otworzyła drzwi…i jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy za dzrwiami nie zobaczyłam nikogo…Zamknęłam za soba dzrzwi…po czym zorientował się co takiego w ogóle zrobiła…Weszłam spowrotem do klasy i wszyscy zaczęliśmy się…ze mnie…śmiać:) Pani K,stwierdziła, że ona tez ma dzisiaj…taki dziwny…dzień.

Poza tym zostałam zmuszona do tańczenia Poloneza na 3 maja w parze z Adamem…on mnie bije…ręka już mnie boli:( :)

A jutro mam sprawdzian z matematyki…strasznie się boję, bo sprawdziany z matematyki, to wcale nie jest to, co tygryski lubią najbardziej… Ale co tam…bedzie dobrze….grunt to optymistyczne:) nastawienie do życia:)

Szczery zachwyt:)

Moi koledzy czytają Tolkiena. Ale jak…oni zachwycają się każdą częścią, każdym fragmentem, niektóre znają na pamięć, a Mateusz stwierdził, że przykro mu się zrobiło, jak już wszystkie częśći przeczytał. Naprawdę widać w tym wszystkim szczery zachwyt. Tymczasem pojawiają się osoby, które czytają Tolkiena, bo „odmienna płec”, też to czyta!!!To jest takie śmieszne…
(Rozmowa z szatni:
- Dwie wieże czytam teraz…
- A Hobbita czytałaś???
- Nie…, ale wiem o co w nim chodzi…)
E tam wiem, że się czepiam, ale to trochę takie dziwne jest i mnie smieszy:) Żeby mnie tak nikt nie skomentował to: NIE CZYTAŁAM TOLKIENA. Jak reszta skończy, to może ja zaczne:)
Po tej notace widać, jak bardzo Tamara jest śpiąca:) Dobranoc:)
2.gif

Kilka punktów z życiorysu Tamarynki:)

…Życie wyłącznie dla siebie nie można nazwać życiem…

1.Rozpoczęły się próbu na apel 3 – majowy. Hmmm czyli…nareszcie coś się dzieje…
2.Sobota upłynie pod znakiem konkursu z ekologii…wolałabym zostać w domu, pouczyć się matmy…(Dzięki temu konkursowi z dziewczynami możemy już teraz bez egzaminów iść na Biologię na Akademię Bydgoską…) Ja nie lubię biologii…:(
3. Zaczynam coraz bardziej zastanawiać się nad studiami dzinnikarskimi… (zaczęłam też myśleć o Warszawie…Co się ze mną dzieje???)
4. Jutro wywiadówka, czyli kolejny apel z cyklu „Jak wasze dzieci wariują w szkole”
5. Musze napisać 5 artykułów do gazety pokonferencyjnej…(Marta mi pomaga…)
6. Jutro cała szkoła pisze konkurs ortograficzny. Nam przypadł na religii…:) Ksiądz bedzie miał niezły ubaw:)
7. Niedługo święta…będzie z nami Anitka!!! A w ogóle to te święta upłyną nam pod znakiem…Na razie nic nie zdradzam, żeby nie zapeszać:)
winnie55.gif

A tak w ogóle, mam pytanie do organizatorów tego…ŚWIATA!!! Kiedy przyjdzie wiosna???????????????

Smutno mi Boże, o Boże…czyli my i druh Boruch:)

winnie3.gifCzy poduszka była potrzebna??? W sumie rzecz biorąc…w ciągu trzech nocy spałam tylko jakieś 6 godzin (jak nie mniej), więc mogłoby się obyć także bez poduszki. Ale poduszka w sali numer 203 to był wprost luksus.
Konferencja to wspaniałe cztery dni, których chyba nigdy nie zapomnę: wspaniali ludzie z całej Polski, świetna atmosfera, nauka wraz z dobrą zabawą i oczywiście NORWID.
Wszyscy jechaliśmy tam z przeświadczeniem, że Warszawa, a w szczególności Warszawiacy to ludzie niewychowani, pewni siebie, zarozumiali i tak dalej. Tymczasem już po pierwszej nocy zostaliśmy mile rozczarowani. Jednak ludzie w Warszawie są naprawdę wspaniali i jak ktoś kiedyś powiedział: „O człowieku decyduje to, kim jest, a nie to, skąd pochodzi” Tak samo o nas, można było powiedzieć, że jesteśmy z jakiejś małej mieściny, zabitej deskami…Tymczasem zostaliśmy mile przyjęci i zawiązały się między nami (miejmy nadzieje – trwałe) przyjaźnie.
Po pierwszej nieprzespanej nocy…prawie że usypialiśmy na wykładzie profesor Barbary Fatygi. Niejaki pan nawet spadł z krzesełka…Jednak kiedy na scenę weszła Orkiestra Konferencyjna nikt nawet nie pomyślał o zamknięciu oczu:) Trzech chłopaków grających na gitarach elektrycznych (ale jak!!!!!), dziewczyny na skrzypcach, na fletach, na wiolonczelach i na pianinie…a do tego wspaniały głos wysokiego blondyna:) Potem był koncert Starego Dobrego…Chyba główny punkt mojego programu:)
Do Norwida wracaliśmy tak gdzieś o pierwszej w nocy…potem jeszcze kilometrowa kolejka na pryszniców, no i jeszcze coś przekąsić …tak więc w śpiworki wskakiwaliśmy o trzeciej…(a często wcale nie wskakiwaliśmy). Chyba, że ktoś chciał brać udział w biegu w workach…(Ach ten śliski parkiet w Norwidzie…)
Do domku wróciliśmy jakże niewyspani…a do tego z bólem gardła…trzeba było się wczuć podczas Karaoke…:) Z wszelakich wykładów najmilej wspominam wykład profesora Bralczyka ;) i panel dyskusyjny z udziałem Kayah i Muńka Staszczyka.
Poza tym, jako że byłam jedną z osób należących do tzw. grupy medialnej podobało mi się w radiu:) Podczas, gdy reszta biegała po starówce, my mieliśmy warsztaty dziennikarskie, czy różnego rodzaju spotkania. Nasza grupa (czyli III) była rzecz jasna najfajniejsza:)
Na jednych zajęciach mieliśmy wymyślać tytuły do krótkich news’ów. I do notatki o tym, iż słonie weszły do wioski afrykańskiej , wypiły spirytus i tratowały ludzi wymyśliłam: „Rozszalały się słonie pijane…” Myślałam, że Marcin padnie ze śmiechu na miejscu. A w ogóle to jak ja ładny od Marcina autograf dostałam: „Dla wybitnej córki rosyjskich szpiegów;)” A od Krzyśka: „Na pamiątkę 3 „meczących nocy”:) Jakie tam męczące noce??? Co z tego, że po powrocie spałam równo 14 godzin??? Świetnie było:) A właśnie na konferencji dostałam nowe przezwisko: Jestem Kruszyna.. Niech tylko ktoś go użyje, to…
Ojej ale fajnie było, ja chcę za rok wrócić do Batorego, nie wyobrażam sobie, że następna Konferencja odbędzie się bez nas:) A na wszystkich plakatach pisaliśmy: „Norwid góra” Bo rzeczywiście ludzie z Norwida są wspaniali: Sandra, Marta, Bożenka, Kali, Krzysiek, Paweł i w ogóle wszyscy:)